Home Teksty Archiwum Prenumerata O nas Kontakt Linki English

Następny Poprzedni

LAS PRZED OGNIEM NIE UCIEKNIE 

 

Rankiem 10 sierpnia 1992 r. pracownicy Nadleśnictwa Potrzebowice i mieszkańcy kilku sąsiednich miejscowości nie przypuszczali nawet, że pożar, który wybuchnie o godzinie 1630, pochłonie niemal jedną trzecią powierzchni nadleśnictwa i zagrozi życiu okolicznej ludności. W ciągu ośmiu godzin niezwykle szybko przesuwająca się fala ognia zagarnęła obszar 5 tys. ha lasów stanowiących fragment Puszczy Nadnoteckiej. Jest to jak dotąd największy w kraju obszar pogorzeliska znajdujący się na terenie jednego nadleśnictwa.

02_2001_01_01
    
Nadleśnictwo Potrzebowice, należące do Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Pile, znajduje się na terenie o statystycznie bardzo niskiej ilości opadów, co sprzyja występowaniu okresowych, dotkliwych susz. Od czerwca do feralnego dnia sierpnia 1992 r. nie spadła na teren nadleśnictwa kropla deszczu. Wilgotność ścioły leśnej była wówczas bardzo niska - wynosiła 5 proc., a nadchodzący front atmosferyczny oraz wiatr potencjalnie sprzyjały rozprzestrzenianiu się pożaru. Przyczyną brzemiennego w skutkach wydarzenia był snop iskier sypiących się przez kilka kilometrów z zablokowanych, rozgrzanych "do białości" klocków hamulcowych w wagonie przejeżdżającego pociągu. Ściółka zajęła się momentalnie, a ogień przez wysuszoną korę drzew, która zazwyczaj nie pali się i nie pozwala zająć się koronom, przeniósł się na górną partię drzew. Dwa metry od torów kolejowych paliły się już korony. Pożar wierzchołkowy przemieszczał się szybciej jak ogień przy ziemi, wyprzedzając go w pewnym momencie o prawie trzy godziny.

Fala ognia była tak silna, a warunki tak sprzyjające, że następowały przerzuty ognia - nie tylko przez szosę i czterechsetmetrowej szerokości jezioro. Palące się głownie i szyszki sosnowe, przemieszczane w wyniku turbulencji gorącego powietrza, znajdowano kilkanaście kilometrów od Potrzebowic. Zbyt mała ilość wozów zaopatrzonych w wodę, bardzo silne zadymienie terenu, piaszczyste i przez to trudno przejezdne drogi oraz nagłe zmiany kierunku wiatru i kierunku rozprzestrzeniania się pożaru spowodowały, że ugaszenie go było w takich warunkach niemożliwe. Burza ogniowa, wzmagana przez palące się sosnowe olejki eteryczne posuwała się dalej. Podgrzane powietrze i zasysany do wnętrza tlen powodowały zawirowania i wiatry, które rozdmuchując ogień i podrywając palące się wierzchołki drzew sprawiały rozprzestrzenianie się pożaru. 

Zbliżający się w kierunku domostw ogień zmusił pracowników nadleśnictwa oraz mieszkańców 11 miejscowości do ewakuacji. Z pomocą przyszła jednak sama natura. Po północy nagła, bardzo ulewna burza zagasiła pożar. W ciągu godziny na powierzchnię spadło 30 mm wody. Rankiem na drugi dzień tylko dym wskazywał na to, że kilka godzin temu przeszedł tędy żywioł. Gdyby nie burza, ogień szedłby dalej i nikt nie byłby w stanie go zatrzymać. Pożar posuwa się z prędkością 3-15 km/godz., żaden człowiek nie dogoniłby go i nie odważyłby się stanąć naprzeciw tak szybko zbliżającej się ścianie ognia. Podczas prac porządkujących znaleziono na pożarzysku zwłoki ok. 40 saren, 12 jeleni i 16 dzików. Ile zwierząt spaliło się zupełnie - nikt nie policzy. Spaleniu uległo także 19 budynków gospodarczych oraz linie energetyczne, co spowodowało, że mieszkańcy terenu objętego pożarem pozbawieni byli prądu przez 2 miesiące.

Dla pracowników nadleśnictwa nastał czas wytężonych prac. - Spalona powierzchnia objęła 6 tys. ha i miała obwód 80 km. Dyrektor RDLP w Pile Jan Podmaski podczas narady zobowiązał wszystkie nadleśnictwa RDLP do pomocy w uprzątnięciu i odnowieniu naszego pożarzyska. Obszar ten podzielono pomiędzy 18 nadleśnictw, każde z nich w ciągu roku miało zagospodarować przydzielony mu teren. Prace polegały na uprzątnięciu spalonego i pozyskaniu ocalonego drewna, zrywce i sprzedaży surowca. Oddelegowani pracownicy (ok. 5 tys. osób) pracowali w pyle unoszącym się z popiołów przez siedem dni w tygodniu po kilkanaście godzin dziennie. Dzięki bezśnieżnej zimie większość prac ukończyliśmy do kwietnia 1993 r. - opowiada mgr inż. Hieronim Adamczewski, Nadleśniczy Nadleśnictwa Potrzebowice.

Powołany przez Dyrektora RDLP zespół fachowców opracował koncepcję odnowienia pożarzyska. Założenia projektowe pozwoliły całkowicie zmienić sposób zagospodarowania terenu. Określały one wielkość i przebieg pasów ochronnych, zabezpieczenia przeciwpożarowe wzdłuż linii kolejowej, zabezpieczenie pożarzysk w wodę do celów gaśniczych, ustalały prace odnowieniowe pożarzyska oraz prace z zakresu ochrony lasu. Powstał gruby zbiór map poszczególnych oddziałów lasu. Każda mapa zawierała plan zagospodarowania powierzchni leśnej z uwzględnieniem gatunku gleby i rodzaju siedliska. Leśnicy z poszczególnych nadleśnictw otrzymali mapy z wytycznymi co i gdzie mają posadzić na terenie, który otrzymali pod opiekę. 

Biologiczne pasy ochronne wprowadzono w celu zwiększenia odporności drzewostanów na działanie naturalnych czynników biotycznych oraz w celu zmniejszenia ryzyka powstania pożaru. Szerokość pasów usytuowanych wzdłuż linii kolejowej oraz głównych dróg publicznych wynosi 100 i 50 m. Na obszarze pasów ochronnych wprowadzono gatunki drzew liściastych - dominuje tu brzoza brodawkowata, pozostałe gatunki to lipa, kasztanowiec, dąb, jarzębina, bez i robinia. Na terenie Nadleśnictwa Potrzebowice rozbudowano także ochronę przeciwpożarową - wprowadzono system telewizji przemysłowej, powstało 9 zbiorników wodnych i 14 cystern z wodą. W ramach finansowanego przez PHARE programu Rozwoju Leśnictwa, a dokładnie programu "Małej Retencji Puszczy Noteckiej" w 1998 r. wykonano 7 zbiorników wodnych. Wzdłuż torów kolejowych relacji Poznań - Krzyż na terenie całej Puszczy Nadnoteckiej w odległości 10-18 metrów z każdej strony torów wykarczowano las by utworzyć pas ochronny pozbawiony roślinności. Ten projekt, wprowadzony już następnego lata po pożarze, sprawdził się i ochronił tereny leżące przy torach od kolejnej katastrofy. 

Wiosną 1995 r. powierzchnia całego pożarzyska była już odnowiona. Posadzono 80 mln drzew. Materiał sadzeniowy dobierano bardzo starannie. Przez kolejne dwa lata wprowadzano jeszcze poprawki, tzw. ptasie raje i remizy. Udział sosny w drzewostanach Nadleśnictwa Potrzebowice wynosi dziś 70 proc., przed pożarem obejmował 99 proc. Popiół powstały ze spalonych drzew stanowił dobry nawóz dla sadzonek, choć wysokie stężenie związków oraz wysokie pH zaraz po pożarze nie służyły sośnie. Z każdym rokiem soli w glebie było mniej, najlepsze odnowienia pochodzą z roku 1994, kiedy było optymalne stężenie związków oraz sprzyjające warunki klimatyczne (wilgotna wiosna, odpowiednia ilość opadów w okresie wegetacyjnym). 
02_2001_01_02

Dziś oglądając w Nadleśnictwie Potrzebowice tereny, które niegdyś strawił ogień, widać rosnące nowe pokolenie lasu. Czujność leśników jest jednak stale bardzo wysoka. Mimo rozwiniętej ochrony przeciwpożarowej stale istnieje zagrożenie pożarem, a to głównie w związku z nieodpowiedzialnym i lekkomyślnym zachowaniem turystów i części okolicznej ludności. 

 
tekst: Monika Romańska