Home Teksty Archiwum Prenumerata O nas Kontakt Linki English

Następny Poprzedni

JOHANNESBURG NIESPEŁNIONYCH NADZIEI

            Światowy Szczyt Zrównoważonego Rozwoju w Johannesburgu był największą konferencją w historii ONZ. Na 10 dni rozmów, spotkań i seminariów przybyło niemal 60 tys. delegatów ze 191 państw, czyli niemal ze wszystkich istniejących na świecie krajów. W spotkaniu wzięła udział setka szefów państw i rządów. Na lotnisku witał ich transparent: "People, Planet, Prosperity" ("Ludzie, Planeta, Dobrobyt"). Równocześnie tysiące aktywistów - działaczy na rzecz środowiska, praw człowieka, praw kobiet oraz antyglobalistów - przybyło na alternatywne dla Szczytu Ziemi forum by upewnić się, że światowi liderzy wprowadzą w życie postanowienia z Johannesburga.  

            Światowy Szczyt w sprawie Zrównoważonego Rozwoju w Johannesburgu miał podjąć konkretne działania w celu zmniejszenia ubóstwa na świecie, rozpocząć walkę z AIDS zbierającym żniwo w biedniejszych krajach, usprawnić światową politykę dotyczącą wody, energii, zdrowia, rolnictwa i bioróżnorodności. 

WWF - Światowy Fundusz Na Rzecz Przyrody przed rozpoczęciem obrad wezwał światowych przywódców, aby zaczęli podejmować decyzje dla dobra ludzi i przyszłości naszej planety, zaapelował o podjęcie działań na rzecz zrównoważonego rozwoju, polepszenia poziomu życia oraz porozumienia się co do form ochrony środowiska. Ale jeszcze przed Szczytem uczestnicy, obserwatorzy i przedstawiciele organizacji pozarządowych stwierdzili, że spotkanie w Johannesburgu nie rozwiąże problemów na Ziemi. "Jeśli uda się utrzymać tempo degradacji na obecnym poziomie, to już będzie sukces" - mówili europejscy dyplomaci.

            - Tylko rozwój gospodarek rynkowych i demokracji, a także nowych technologii pozwoli nam - być może - marzyć kiedyś, po raz pierwszy w historii ludzkości, że większość ludzi na Ziemi wolna będzie od tyranii i biedy - tak szef amerykańskiej dyplomacji Colin Powell przedstawił podczas Szczytu wizję zrównoważonego rozwoju. Sekretarz generalny ONZ Kofi Annan ostrzegał: bez szybkich decyzji i zdecydowanej woli politycznej światowych przywódców pojęcie "zrównoważonego rozwoju" stanie się czysto teoretycznym konceptem. Dziesięciodniową debatę na Szczycie podsumowano jako rozmywanie tematów przez przedstawicieli państw zamiast dochodzenie do uzgodnień w dziedzinach, które były już omówione na wcześniejszych spotkaniach międzynarodowych.

            Podpisana "Deklaracja johannesburska", w porównaniu z wcześniejszymi projektami przedstawianymi przez uczestników Szczytu, jawi się jako dokument niekonkretny. Nie zapisano w niej m.in. docelowej wielkości pomocy rozwojowej, złagodzono sformułowania dotyczące odpowiedzialności przedsiębiorstw, nie przyjęto proponowanego w projektach określenia, że zadłużenie krajów rozwijających się jest poważną przeszkodą dla zrównoważonego rozwoju. Nie ma też w deklaracji ostrzeżenia, że niektóre rodzaje energii przyczyniają się do zmiany klimatu i pustynnienia.

 

            Polski akcent

            - Polska będzie aktywnie działać na arenie międzynarodowej na rzecz zrównoważonego rozwoju, na który składają się wzrost gospodarczy, rozwój społeczny i ochrona środowiska - deklarował podczas Szczytu w Johannesburgu Prezydent Aleksander Kwaśniewski. Jak zauważają przedstawiciele Instytutu na rzecz Ekorozwoju, sytuacja Polski z punktu widzenia zrównoważonego rozwoju oceniana jest dwojako: z jednej strony bogactwo bioróżnorodności biologicznej, a z drugiej obszary ekologicznego zagrożenia; ograniczanie emisji jednych zanieczyszczeń a wzrost innych; starania o efektywne wykorzystanie zasobów naturalnych a rozwijający się konsumpcyjny model życia; przeznaczanie znacznych funduszy na inwestycje w ochronę środowiska oraz sprawny system ich finansowania a powolna poprawa stanu środowiska oraz jakże dotkliwa niska świadomość ekologiczna społeczeństwa.

            Palące problemy

            Celem konwencji klimatycznej w Rio de Janeiro w 1992 r. było zmniejszenie w ciągu ok. 10 lat emisji gazów cieplarnianych w krajach uprzemysłowionych do poziomu z 1990 r. W latach 1992-1999, jak podaje ONZ, zużycie paliw kopalnych zwiększyło się jednak o 10%. Amerykańscy ekolodzy oceniają, że w latach 1990-2000 emisja gazów cieplarnianych wzrosła w USA o 16%. Natomiast powierzchnia lasów na świecie zmniejszyła się w tym samym czasie o 2,4%, a w Afryce aż o 7%. Wymarło przy tym przeszło 800 gatunków roślin i zwierząt, a co najmniej 10 tysięcy gatunków ONZ uznała za zagrożone. Co korzystne - zmniejszeniu uległa emisja gazów powodujących groźną dla ludzkiego zdrowia dziurę ozonową w atmosferze ziemskiej i spadło zużycie benzyny ołowiowej. Obie te sprawy osiągnięto dzięki postanowieniom konferencji w Rio.

            Wiele krajów rozwijających się zauważa, że liberalizacja handlu i globalizacja miała w założeniu znieść wszelkie bariery światowe, ale w rzeczywistości towary z Południa nadal napotykają przeszkody celne. Subwencje dla rolnictwa, jakimi Północ wspiera każdego roku swoich farmerów, w walce o rynki zbytu stawiają rolników z krajów ubogich na przegranej pozycji. Eksperci Banku Światowego uważają, że zlikwidowanie barier w handlu przyniosłoby krajom Południa niemal 20 mld dol. wpływów rocznie.

            W krajach rozwijających się mieszkańcy slumsów stanowią ponad 50% populacji dużych miast. Przewiduje się, że w 2015 r. na świecie będzie 21 wielkich aglomeracji miejskich - "megamiast" (w 1975 r. było ich 5, a w 2001 r. - 17), z których zdecydowana większość znajdzie się w krajach rozwijających się, a ponad połowa w Azji. Licząca obecnie 6,2 miliarda liczba mieszkańców Ziemi wzrośnie za 25 lat do 8 miliardów, a 90% tego przyrostu nastąpi w miastach krajów ubogich. W dużych aglomeracjach miejskich powszechne jest zanieczyszczenie, a w zatłoczonych slumsach panują choroby - od biegunki przez problemy z oddychaniem i choroby skóry po coraz powszechniejszy AIDS.

            Z drugiej strony, ludność państw bogatych będzie jeszcze lepiej odżywiona - na jedną osobę będzie przypadało dziennie ponad 3 tys. kalorii (dziś jest to 2,8 tys.). Podczas czerwcowego Szczytu Żywnościowego stwierdzono, że rozwiązaniem problemu głodu na świecie może być oddanie większych powierzchni ziemi kobietom, bowiem są one nie tylko efektywniejszymi farmerkami, ale też posiadają wiedzę o miejscowej ziemi, determinuje je do pracy konieczność nakarmienia własnych dzieci. Kobiety obecnie są właścicielkami zaledwie 1 procenta światowej ziemi uprawnej. W krajach takich jak Afryka, kobiety wykonują 80 procent prac rolnych, ponieważ ich mężowie często emigrują, chorują na AIDS, biorą udział w lokalnych wojnach lub nie żyją.

            Woda staje się dziś prawdziwym skarbem, niemalże na wagę złota. W niektórych krajach wody już brakuje i szacuje się, że wkrótce wojny będą się toczyć o wodę, a nie jak w XX wieku o ropę naftową. Deficyt wody pitnej może być kolejnym powodem walk między skłóconymi państwami na Bliskim Wschodzie. Trzy piąte z 4,4 miliardów mieszkańców krajów rozwijających się nie ma dostępu do podstawowych urządzeń sanitarnych - wynika z raportu ONZ na temat rozwoju ludzkości z 1998 r. Jedna trzecia z tych ludzi nie może korzystać z czystej wody. Z tego powodu na choroby wywołane zarazkami obecnymi w skażonej wodzie umiera codziennie 10-20 tysięcy dzieci. Choroby te zabijają więcej ludzi niż AIDS. Jeśli nie zostaną podjęte konkretne działania zapewniające dostawy czystej wody, do 2020 r. ponad 76 mln ludzi, głównie dzieci, umrze w skutek chorób typu czerwonka, biegunka, cholera, tyfus itp. Według statystyk ONZ w XX wieku zużycie wody na Ziemi wzrosło sześciokrotnie. Najwięcej (67% całości) potrzebują jej do swoich celów rolnicy, 19% zużywa przemysł, a prawie całą resztę - gospodarstwa domowe. Dużym problemem są także straty wody, według danych WWF 30-50% wody używanej do nawadniania jest bezpowrotnie tracone z powodu nieszczelnych kanałów i rur.

 

            Szczyt Niemożliwości

            Przedstawiciele 191 krajów przyjęli na wrześniowym Szczycie Ziemi "Deklarację johannesburską w sprawie zrównoważonego rozwoju". Głowy państw oraz przedstawiciele biznesu zadowoleni byli z kształtu tej deklaracji politycznej. Władze państw reprezentowanych na spotkaniu w Johannesburgu wyrażają w niej wolę walki z ubóstwem oraz wolę zapewnienia lepszej ochrony środowiska naturalnego. Deklaracja końcowa nie spełniła jednak oczekiwań aktywistów organizacji ekologicznych. Najwięcej zmian zgłaszali delegaci Stanów Zjednoczonych. - Powiedzieli "nie" wszędzie, gdzie były jakieś liczby - powiedział Steve Sawyer z organizacji Greenpeace referując sekcję dotyczącą zmian klimatu.

            Deklaracja roi się od takich sformułowań, jak "polepszać", "zachęcać", "promować", czy "wspierać". Brak w niej stanowczych postanowień pomocy. Deklaracja tak skutecznie rozkłada odpowiedzialność, że niemożliwością będzie zobowiązać poszczególne kraje do zaangażowania się w działania. W deklaracji znajdują się nic nie znaczące określenia-buble, jak "publiczny współudział", "dobrowolna współpraca". Dokument ma więc charakter kompromisowy, np. zalecając jedynie "istotny wzrost" wykorzystania energii odnawialnej. Lansowany przez Unię Europejską postulat zwiększenia udziału tej energii w łącznym bilansie energetycznym świata z obecnych około 14% do 15% w 2010 r. nie znalazł się w ostatecznej wersji uchwały. Zdecydowanymi przeciwnikami sformalizowania tego postulatu były Stany Zjednoczone i państwa OPEC.

            Podkreślić należy, iż ważne ustalenia zapadły w kwestii dostępu do wody. Tutaj nie było różnicy stanowisk i dlatego zapadły konkretne decyzje. ONZ chce, by do 2015 r., poprzez inwestycje w wodociągi, zmniejszona została o połowę liczba ludności, która nie ma dostępu do czystej wody. Jeden ze specjalnych programów pomocowych służących temu celowi przedstawiła Unia Europejska, która na rozszerzenie dostępu do wody i badania nad jej wykorzystaniem co roku przeznaczy 1,4 mld euro. Stany Zjednoczone przeznaczą na ten sam cel 970 mln dolarów w ciągu trzech lat. Amerykanie przekażą również w przyszłym roku 1,2 mld dol. na ochronę zdrowia w krajach najbiedniejszych.

            Ustalenia w kwestiach ekonomicznych wywołały wiele dyskusji, stąd większość zapisów w deklaracji pełna jest ogólników. Mimo to przyjęto założenia, że do 2020 r. wyeliminowane zostaną z produkcji i użytku chemikalia, które szkodzą zdrowiu (nie podano jednak listy takich chemikaliów). Do 2015 r. postanowiono odbudować wyeksploatowane już łowiska. Niezgodność wystąpiła także w ustaleniach dotyczących dopłat do produktów rolnych w krajach bogatych - zapisano postulat ich obniżenia, ale nie postanowiono wielkości, o jaką będzie się redukować subsydia, ani terminów. Bogaci nie chcą zrezygnować z subsydiowania rolnictwa, kraje rozwijające się - z produkcji przemysłu ciężkiego i chemicznego.

            Podczas obrad przyjęto, iż do 2015 r. zmniejszona zostanie o połowę liczba ludności żyjącej za 1 dolara dziennie. Obecnie jest to 22% ludzkości, przeszło 1 miliard ludzi (np. w Mali liczba takich osób stanowi 72% społeczeństwa). Przedstawiciele Unii Europejskiej obiecali stopniowe otwieranie rynków na produkty z tzw. Trzeciego Świata. W ramach reformy Wspólnej Polityki Rolnej UE zadeklarowała, że będzie odchodzić od dopłat do produkcji rolnej na rzecz inwestycji w rozwój terenów wiejskich.

            Omawiano także problem ubóstwa na świecie. Jak podkreśla przygotowany projekt dokumentu końcowego - żeby zwalczyć biedę bogate kraje powinny przedsięwziąć konkretne wysiłki. Rocznie ich pomoc najbiedniejszym ma wynosić 0,7% PKB (produktu krajowego brutto), czyli mniej więcej 210 dolarów na głowę mieszkańca bogatszej części świata. Ten postulat został ogłoszony przez ONZ już w 1970 r. Tymczasem do 2000 r. te założenia spełniły tylko Dania, Holandia, Szwecja, Norwegia i Luksemburg. Inne kraje przeznaczają na ten cel znacznie mniej środków. O ironio, jednym z najmniej szczodrych darczyńców są Stany Zjednoczone. W 2006 r. na pomoc przeznaczą nie więcej niż 0,14% własnego PKB. Tymczasem jedna z uczestniczek szczytu powiedziała, że jej sudańska wioska pracowała 8 miesięcy by móc wysłać ją, jako swoją przedstawicielkę, na Szczyt Ziemi do Johannesburga.

            Krok wstecz

          Na terenie centrum kongresowego, gdzie obradowali delegaci, stale organizowane były manifestacje członków organizacji pozarządowych. Przedstawiciele największych organizacji opuścili Szczyt Ziemi w ostatnim dniu spotkania, protestując w ten sposób przeciwko rezultatom obrad. Jak wynika z oświadczenia przekazanego dziennikarzom, organizacje pozarządowe są rozczarowane postanowieniami Szczytu, który określiły jako "krok wstecz", "bolesną porażkę", a nawet "zdradę". Zwracają uwagę, że nie realizuje się należycie wielu porozumień wynegocjowanych wcześniej, w 1992 r. podczas pierwszego Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro. Chodzi tu głównie o wycofanie się Stanów Zjednoczonych ze zobowiązań protokołu z Kioto z 1997 r. mówiących o zmniejszaniu emisji gazów cieplarnianych. USA są bowiem przyczyną jednej czwartej globalnej emisji tych gazów, a tym samym największym ich źródłem na świecie. "Nie mamy tyle czasu, by czekać z decyzjami kolejne 10 lat do następnego Szczytu Ziemi" - podkreślają działacze organizacji pozarządowych.

            Podsumowując 10 lat jakie minęły od konferencji w Rio, obrońcy środowiska mówią, że w ciągu minionej dekady niczego nie przywrócono, a obietnice ze Szczytu pozostały niespełnione. Podkreślają dowody: pogłębiające się ubóstwo zmusza ludzi do rabunkowej eksploatacji przyrody, lasów wciąż ubywa, nasila się proces pustynnienia coraz większych obszarów na Ziemi, klimat planety ociepla się, zmniejsza się bioróżnorodność w wyniku wyginięcia setek gatunków roślin i zwierząt.

 

            Gorzka refleksja

            Jak pisze Ryszard Kapuściński, reportażysta, pisarz i znawca problematyki krajów rozwijających się: "Północ-Południe to dziś układ zasadniczy i trwały, który - spiętrzając nierówności - będzie zwiększał niestabilność świata. Bieda ma różne postacie: ekonomiczną (o której mówi się najczęściej), tj. brak pracy, środków do życia, dachu nad głową itd.; społeczną (degradacja statusu społecznego) i psychologiczną (poczucie odrzucenia, zbędności, beznadziei). Nowe obiekty handlu globalnego to organy ludzkie, kobiety, dzieci. Pogłębia się podział życia politycznego na scenę (tę zajmują elity) i widownię (miejsce przeznaczone dla społeczeństwa)."

        Czy zatem uczestnicy Światowego Szczytu w sprawie Zrównoważonego Rozwoju w Johannesburgu wynieśli jakieś korzyści ze spotkania? Jeśli chodzi o konkrety, wymierne kwestie odnośnie światowego ekorozwoju - jest ich niewiele. Biorąc zaś pod uwagę wartości niewymierne, zebrani w RPA goście z całego świata nawiązali nowe kontakty, znajomości, które być może zaowocują w przyszłości. Jak podkreślają obserwatorzy, wiele ważnych ustaleń i decyzji zapadło w korytarzach, restauracjach i miejscach nieoficjalnych spotkań delegatów. Szczyt w Johannesburgu nie będzie jednak przełomowym momentem w historii zrównoważonego rozwoju, ale ludzie towarzyszący temu spotkaniu z pewnością o nim nie zapomną.

            - Przede wszystkim musimy zastanowić się jakie społeczeństwo chcemy budować. Na ile ma to być społeczeństwo konsumpcyjne, a na ile wrażliwe ekologicznie, które ma określony poziom konsumpcji materialnej, ale jest on racjonalny. Zdecydowanie musimy zwiększyć produktywność zasobów. Każdy obywatel w Polsce przekształca 32 tony przyrody na głowę rocznie żeby zaspokoić swoje potrzeby - podkreśla Andrzej Kassenberg, Prezes Instytutu na rzecz Ekorozwoju, który zainicjował projekt pod hasłem "Głos z Polski" - debatę organizacji społecznych na temat Strategii Zrównoważonego Rozwoju Unii Europejskiej.

 

            Obserwując "johannesburskie zmagania" delegatów z wielką polityką i problemami naszej planety, nasuwa się refleksja, że rozpaczliwe hasło afrykańskich działaczy społecznych "NASZ ŚWIAT NIE JEST NA SPRZEDAű", eksponowane podczas demonstracji pod centrum kongresowym, nie przemówiło do większości uczestników debatujących na Szczycie Ziemi. Analitycy zastanawiają się nad użytecznością spotkań takich jak zakończony Szczyt w Johannesburgu. I dochodzą do smutnej konkluzji, że prawdopodobnie kolejnego Szczytu Ziemi nie będzie, lub będzie on miał wymiar lokalny, ponieważ spotkanie w Johannesburgu nie przyniosło konkretnych, globalnych postanowień dla światowego zrównoważonego rozwoju.

 

                                                                                                tekst: Monika Romańska