Home Teksty Archiwum Prenumerata O nas Kontakt Linki English

Następny Poprzedni

SPITSBERGEN

Latem ubiegłego roku miałem możliwość odwiedzenia Spitsbergenu. Poznania jego przyrody, ludzi tam mieszkających i historii tego obszaru. Moje spostrzeżenia i zebrane wiadomości przybliżyły mi ten niewielki wycinek świata, wciąż tajemniczy i odległy. 

Spitsbergen Zachodni to największa wyspa Archipelagu Svalbard o powierzchni 62,7 km2. Na tym nieprzyjaznym terenie znajduje się kilka miast, nie połączonych ze sobą siecią komunikacyjną. Żyje około 2500 ludzi, uzależnionych od dostaw dóbr z kontynentu. Większość terenu należy do Norwegii i tu powoli kwitnie turystyka.

Jak na tą szerokość geograficzną Spitsbergen ma dość łagodny klimat. Zawdzięcza to wpływom ciepłych prądów morskich. One powodują, że zachodnie wybrzeże jest cieplejsze, nawet na północy wyspy mogą żyć rośliny, zwierzęta i ludzie. Za to wschodnia strona może być cały rok skuta lodem. Lato trwa krótko, a ziemia, rozmarzając do kilkudziesięciu centymetrów w głąb, pozwala na rozpoczęcie okresu wegetacyjnego. Ale jedynie kilka procent obszaru jest uwolnione latem od pokrywy śnieżnej. Pozostała część pozostaje skryta wiecznym śniegiem. Ale na jak długo? Nikt tego nie wie. Lodowce cofają się w zawrotnym tempie. 

 Potok w rejonie Hornsundu - fot. Daniel Klich

 

 Na archipelagu nie ma drzew ani krzewów, pominąwszy skarłowaciałych krewniaków brzozy i wierzby. Kilkucentymetrowe "drzewa" pomimo kilkudziesięcioletniego życia posiadają trzy, cztery listki, nieoceniony skarb dostarczający im całej energii życiowej. Tworzą kępkę o powierzchni często nie przekraczającej kilkadziesiąt cm2. Poza tym w skład  "kożucha" zieleni wchodzą mchy, porosty i rośliny wyższe. Spacerując po kamienistym podłożu i przyglądając się dokładniej, dostrzec można rogownicę, wełniankę,  szczaw czy  biały mak. Tylko jakieś inne, mniejsze od naszych. Prawdziwe drzewa spotkamy tylko martwe, wyrzucone przez morze, zabrane gdzieś z Syberii. Teraz leżą na brzegu morza odarte z dostojeństwa, zniszczone.

         W porze letniej spotkanie niedźwiedzia polarnego graniczy z cudem, ale przecież cuda się zdarzają, a wtedy ratuj się kto może. Mogący ważyć kilkaset kilogramów (a niektórzy twierdza, że nawet tonę) osobnik potrafi zabić człowieka jednym machnięciem łapy. A broń, która jest tu obowiązkowym wyposażeniem, może okazać się nieskuteczna. Można przy odrobinie szczęścia spotkać lisa polarnego i fokę. Zwierzęta te są bardzo nieufne, nie dadzą się blisko podejść. Inaczej zachowują się renifery, które niczym nasze krasule pasą się spokojnie na przypominającej pastwisko tundrze, nie zwracając szczególnej uwagi na człowieka.          

Maskonur - fot. Grzegorz  Leśniewski

Prawdziwej radości dostarczają kolonie lęgowe ptaków. Tysiące traczyków, krążących nad zdobywcami Ariekammen swoim nawoływaniem przypominają złośliwy śmiech czy żabi rechot. Bernikle białolice spacerują gęsiego po zboczu góry, tworząc żywy łańcuszek, uciekający przed wścibskim okiem turysty. Nad samym morzem umiejscowiły się rybitwy. Ich młode, puchowe, szare kulki sprytnie biegają pomiędzy gęsto rozrzuconymi kamieniami. Ale rodzice nie pozwolą na krzywdę potomstwa. Zaraz zaatakują intruza z góry, ostrym dziobem.              

     Krótki pobyt na tym najbardziej wysuniętym na północ skrawku Europy pozwolił również na poznanie jego historii. Tu okazuje się, że już od setek lat człowiek próbuje wyrwać z tego obszaru jak najwięcej dla siebie. Już w XII wieku odbywały się masowe polowania na wieloryby. Do dzisiaj można spotkać stare zniszczone łodzie, resztki osad wielorybników i cmentarzyska kości po tych ogromnych ssakach morskich. Po załamaniu wielorybnictwa, w wyniku wyniszczenia populacji wielorybów, rejon ten dotknęła inna klęska - traperzy. Foki, niedźwiedzie, lisy polarne stały się kolejnymi ofiarami człowieka. Bezmyślne polowania niemal doszczętnie wyeksploatowały populacje dużych ssaków Spitsbergenu. Kolejnym krokiem w nękaniu tego obszaru były powstające w XX wieku kopalnie. Bogactwo złóż stało się przyczyną powstania wielu kopalni, które na szczęście okazały chybioną inwestycją. Nieopłacalność wydobycia złóż naturalnych uchroniło Spitsbergen od kompletnej dewastacji. Dzisiaj rabunkowa działalność człowieka na archipelagu należy do przeszłości. Po latach niszczenia nastąpił okres rozwijania ochrony przyrody. Już w 1914 roku powstały pierwsze plany ochrony ważniejszych obszarów. Zaowocowało to powstaniem w 1932 roku pierwszych rezerwatów. W kolejnych latach powstawały kolejne rezerwaty, parki narodowe i inne formy ochrony przyrody. Dzisiaj objęte jest ochroną 56% obszaru Svalbardu i 72% wód przybrzeżnych (pas wód otaczających wyspy o szerokości 4 mil morskich) (patrz mapka). Rozwinięto również ochronę gatunkową nad zdziesiątkowanymi populacjami dzikich mieszkańców archipelagu. Zabicie np. niedźwiedzia polarnego jest dozwolone jedynie w obronie własnej. Zajście takie musi być później zgłoszone policji, która przylatuje na miejsce zdarzenia i szczegółowo rozpatruje jego przebieg. Za niesłuszne zabicie takiego osobnika grożą bardzo wysokie kary pieniężne.

     Mimo dużych postępów jakie poczyniono w celu ratowania naturalnych ekosystemów Svalbardu groźba wyniszczenia ich jest wciąż realna. Obecność człowieka nie działa sprzyjająco. Moje wędrówki po tundrze uświadomiły mi jak delikatna jest tutejsza roślinność. Jest to szczególnie widoczne na zboczach często występujących tu gór.  Niewielka ilość gleby nie spaja skutecznie kamienistego podłoża. W efekcie tego wszystko sprawia wrażenie niestałości. Każdy krok niesie zniszczenie, osuwające się fragmenty skał zrywają przytulone do nich rośliny odsłaniając długo później leczone rany. W tej sytuacji trudno sobie wyobrazić rozkwit turystyki w tym regionie. Prawdopodobnie sytuacja wyglądałaby gorzej niż w naszych, zadeptanych do granic możliwości Tatrach, przyjmujących ponad 3 mln turystów rocznie.  

Tundra na terenie Sør Spitsbergen Nasjonalpark fot. Daniel Klich

Sytuacja tym bardziej wydaje się niekorzystna, gdy zwróci się uwagą na rozkład obszarów chronionych na Svalbardzie (patrz mapka). Po krótkiej analizie okazuje się, że tereny gdzie przyroda jest najbogatsza i najbardziej produktywna, znajdują się poza parkami narodowymi i rezerwatami przyrody. Wynika to oczywiście z tego, że te same obszary są również atrakcyjne dla człowieka, który tam się osiedla. Przedstawione na mapce strefy najbogatszej tundry arktycznej, w dużym stopniu znajdują się poza ochroną. Biorąc pod uwagę małą odporność tundry na antropopresję, trudno się oprzeć wrażeniu, że ochrona nie jest wystarczająca.

Mapa Archipelagu Svalbard

 

Nie są to jedyna bolączki tego obszaru. Zanieczyszczenie środowiska związkami chemicznymi (PCB, POP, DDT)  powoduje ich akumulację w organizmach dużych ssaków Arktyki: niedźwiedzi polarnych, fok, lisów itd. Cofanie się lodowców zmienia krajobraz. Wykazano, że rekordzista lodowiec Hornbreen  cofnął się o 15 km w ciągu 100 lat. Trudno w takiej sytuacji określić jak długo jeszcze lodowce będą cechą charakterystyczną Svalbardu. Czy za kilka lat będzie to ten sam krajobraz? Jak dalekie będą zmiany? Czy ekosystemy przystosują się do nich? Trudno znaleźć odpowiedzi na te pytania. Cieszę się, że miałem możliwość odwiedzenia tych stron, poznania prawdziwej, być może odchodzącej już powoli do historii, Arktyki.

Daniel Klich
Koło Naukowe
Studentów Ochrony Środowiska KUL