Home Teksty Archiwum Prenumerata O nas Kontakt Linki English

Następny Poprzedni

W OGRODACH EKOFILOZOFII

            "Kto chce naprawdę odnaleźć samego siebie, musi nauczyć się obcować z przyrodą, bo oczarowanie jej pięknem wprowadza bezpośrednio w ciszę kontemplacji."

                                    Jan Paweł II

 

           Cywilizacja przemysłowa, filozofia technokracji. Człowiek jako centrum wszechświata, główny obiekt dociekań i wszelkich doświadczeń naukowych. Najważniejszy, najgłośniejszy. Unicestwi każdą ciszę.

        Cywilizacja antropocentryzmu, wszechobecnej konsumpcji. Więcej, więcej, więcej. Świat polaryzacji - niewyobrażalnej nędzy, niewyobrażalnego bogactwa. Oba jednakowo groźne. Świat kultu techniki.

            Negatywne skutki? Jakie to ma znaczenie, skoro można nieźle zarobić. Rozwiązanie problemów to zajęcie na przyszłe pokolenia.  

          Cudo techniki laboratoryjnej - freony. Związki chloro-fluoro-pochodne metanu i etanu, gazy stosowane od lat trzydziestych XX wieku we wszystkich urządzeniach chłodniczych, klimatyzacyjnych, w technice wydmuchiwania pianek poliuretanowych, w przemyśle kosmetycznym. Nieczynne chemicznie, niepalne, bezwonne, a więc nieszkodliwe dla istot żywych. Robią oszałamiającą karierę. Do czasu. W latach sześćdziesiątych nad Antarktydą pojawia się dziura ozonowa.

            W 1974 r. dwaj amerykańscy chemicy, Sherwood Rowland i Mario Molina (późniejszy noblista) z Uniwersytetu Stanu Kalifornia w Irwne, udowadniają, że to właśnie freony są odpowiedzialne za zanik warstwy ozonowej. Pada mit. W powietrzu nic nie ginie, a dymy, pary, substancje i związki wpuszczone w atmosferę, albo ulegają reakcjom z innymi stałymi składnikami powietrza, albo zostają przeniesione na odległość. Zanieczyszczenia gazowe są transgraniczne. Nie potrzebują paszportów i wiz, by przekraczać granice i powodować skażenie daleko od miejsca swojej emisji.

            Kolejny hit - dwuchloro-dwufenylo-trójchloroetan. Pierwszy raz stosują go w 1944 roku alianci w wojnie przeciw wszawicy i tyfusowi plamistemu. Jako środek owadobójczy dostaje certyfikat bezpiecznego produktu. Kilkadziesiąt lat stosowania na szeroką skalę w gospodarstwach domowych i rolnictwie przynosi zaskakujące rezultaty. DDT to bomba z opóźnionym zapłonem. Wędrując łańcuchem pokarmowym na coraz wyższe poziomy troficzne, kumuluje się w tkance tłuszczowej kręgowców jako dawka śmiertelna. Odpowiedzialny jest za przetrzebienie populacji ptaków drapieżnych, fok czy delfinów. A przecież miał być dobrodziejstwem ludzkości...

            Błogosławieństwo rozwoju technicznego i przekleństwo degradacji w środowisku są tak wielkie, że określane holocaustem natury. Ślepa uliczka, bo nikt nie chce z niczego zrezygnować.

            Ale co robić z efektami ubocznymi ery technicznej? Jak żyć w obliczu gorączki trawiącej Ziemię, deficytu wody pitnej, dziurawego nieba, kwaśnych deszczy, skażeń gleby i powietrza?

            Na te pytania udziela odpowiedzi ekofilozofia, będąca swoistym drogowskazem alternatywnej cywilizacji. Jednym z jej współczesnych prekursorów jest Henryk Skolimowski, wykładowca filozofii Politechniki Łódzkiej. Jest optymistą, wierzy w lepsze jutro. Postrzega świat jako sanktuarium przepełnione boskością.

         Norweski filozof Arne Naes proponuje ekologię głęboką, tj. ideę równego prawa dla wszystkich istot na Ziemi i zniesienia podziału na istoty wyższe i niższe.

           Angielski biochemik James Lovelock jest propagatorem spostrzegania Ziemi jako Gai, istoty żywej i czującej. Trudno zgadnąć, czy zgodnie z jego intencją przesłanie to staje się para-nauką. Wiele ruchów ekologicznych transformując Gaję jako istotę godną czci boskiej, dokonuje metamorfozy zabarwionej neopogaństwem. Jest ona nie do przyjęcia dla wielu kręgów naukowych świata chrześcijańskiego.

    Ekofilozofią nazywa się niezależną dyscyplinę filozofii, wyodrębnioną w 1972 roku, sprecyzowaną poglądowo na problemy współczesności. Filozofia ta apeluje o równość dla wszystkich stworzeń, szacunek dla Ziemi, miłość dla braci mniejszych. Świat traktuje jako harmonijną całość. Odpowiada na wszystkie środowiskowe pytania.

            Ale człowiek od zawsze zadawał sobie pytania tej natury. Wiele kultur, religii, określiło jego miejsce i relacje ze światem ożywionym dużo wcześniej. Już Arystoteles stworzył podwaliny pod filozofię przyrody. Czy zatem ideały, które głosi ekofilozofia, na pewno są takie młode? A może jej korzenie sięgają głęboko w historię?

            Otóż tak. Choć w mocno odmłodzonej szacie, jest ona jednak nobliwą damą. Rozumiana jako pewna forma spostrzegania świata (obowiązująca obecnie), ma przynajmniej pół tysiąca lat. Jej początki sięgają aż do chwili narodzin nowożytnej myśli filozoficznej w ogóle.

          A nowożytna myśl filozoficzna pojawiła się na przełomie średniowiecza i renesansu, gdy ascetyczne kanony zastąpił nurt wyzwolenia, a hasła wolnościowe stały się fundamentem życia. W dziedzinie religii skutkowały narodzinami Reformacji, a w polityce wystąpieniami przeciw tak monolitycznym strukturom jak monarchia.

           Już na progu epoki nowe spostrzeganie świata zapowiedziane zostało przez dwóch wybitnych myślicieli. Pierwszym był kardynał Mikołaj Kuzańczyk (1401-1464). W czasach, gdy ascetyczna scholastyka kazała umartwiać się i surowo oceniała wszystko co ziemskie, on głosił: "przyroda jest doskonała, gdyż wypływa bezpośrednio z Boskiego absolutu". Drugim był Leonardo da Vinci (1452-1529). Wielki artysta o gorących emocjach dla sztuki i przyrody, dla świata nauki bardzo dociekliwy, analityczny, wręcz chłodny. Wyraził to trzeźwym twierdzeniem: "prawda o rzeczy drobnej i najniższej przekracza nieskończenie niepewne poglądy, nawet na najbardziej wzniosłe zagadnienia".

            Odwrót od teologicznej filozofii średniowiecza i zwrot ku doczesności przyczyniły się do syntezy humanizmu. A istota dociekań sprawiła, że w jego konwencji znalazły się dwie nowe nauki: młodziutka filozofia przyrody i empiryczna metodologia przyrodoznawstwa.

           HUMANIZM założył, że życie jest wartością najwyższą. Dwaj przedstawiciele tego nurtu, Franciszek Salezy i Michał de Montaigne, smakosze życia i estetycznych doznań, to prekursorzy nowego wizerunku człowieka. Witalnego, doceniającego piękno otaczającego świata. Zwłaszcza Salezy, teolog i filozof, zafascynowany życiem św. Franciszka z Asyżu, biedaczyny z wyboru i optymisty z przekonania, głosił: "Bóg uczynił wszystkie rzeczy dobrymi i pięknymi. Kto tego nie widzi, kto kontestuje i utyskuje na życie, ten jest największym grzesznikiem".

        METODOLOGIA PRZYRODOZNAWSTWA to matka wszystkich późniejszych nauk przyrodniczych. Jej najwybitniejszym przedstawicielem był Franciszek Bacon. Umysł praktyczny. Dociekliwy jak Leonardo da Vinci. Zwolennik doświadczalnej metody badań. Pierwszy po sofistach greckich wykładał: "przyrodę należy badać, rozcinać przez eksperyment, a nie przez kontemplację. Rozumowi ludzkiemu potrzebny jest ołów, a nie skrzydła". Jednak i on zmysły traktował jako formę poznania. "Sam rozum może być siłą destrukcji. W połączeniu ze zmysłem jest siłą konstrukcyjną."

            FILOZOFIA PRZYRODY to dyscyplina, dla której inspiracją stały się doktryny starożytnych. Finalizm Arystotelesowski, stoicki panteizm i dynamizm joński. W formie czystej, bądź zmieszane w przeróżnych amalgamatach. Jedynie skrajne koncepcje starożytnych sceptyków i epikurejczyków nie zostały przez ten nurt przyjęte.

            Równocześnie po odrzuceniu ortodoksyjnej scholastyki, w celu poznania Boga, filozofia przyrody czerpała obficie ze spekulacji mistycznego średniowiecza, z jego religijnego zabarwienia.

         Odkryciem i fascynacją była też ówczesna myśl arabska Awicenny. Zwłaszcza osiągnięcia medycyny niebywale stymulowały wyobraźnię światłych umysłów. W Europie obwoźni kuglarze - medycy - leczyli niejaką driakwią wszelkie przypadłości ciała i ducha, podczas gdy na Wschodzie powstały już pierwsze publiczne szpitale, gdzie przeprowadzano operacje usuwania katarakty na otwartym oku. Na te osiągnięcia Europa poczekała jeszcze kilka stuleci.

           Prekursorem filozofii przyrody był największy umysł Odrodzenia - Giordano Bruno (1548-1600). Skończywszy 15 lat wstąpił do zakonu dominikanów. Tu studiował filozofię starożytną, odkrył metafizykę średniowiecza i dzieła Kopernika. Zapoznał się też z arabskimi osiągnięciami w dziedzinie medycyny i kultury. Ta wiedza poruszyła dogmatami jego wiary. W konsekwencji zrzucił habit i opuścił mury klasztorne. Kościół potraktował to w kategoriach obłędu i opętania. Ogłosił excommunico. Był to dopiero początek krucjaty przeciw marnotrawnemu synowi.

          Po opuszczeniu Włoch, Giordano Bruno wędrował po Genui, Wenecji, Tuluzie, Paryżu, Londynie. W Anglii wykładał jako profesor na oksfordzkim uniwersytecie. Tu stworzył i opublikował swoje największe dzieła. Ale jego niespokojny duch i w krajach reformacji nie mógł znaleźć sobie miejsca. Skłócony ze środowiskiem akademickim, jeszcze spróbował zaistnieć w samym sercu Kościoła Reformowanego - w Pradze, później Zurychu i Frankfurcie. Nie znajdując zrozumienia w żadnym naukowym gronie, powrócił do ojczyzny.

           W Wenecji wyciągnęła po niego ręce Święta Inkwizycja, doskonale zapoznana z jego dziełami. Główne zarzuty dotyczyły głoszonych przez niego nauk o wielości systemów słonecznych i nieskończoności świata. Przestraszony Giordano odwołał swoje tezy. Prosił o wybaczenie. Siedem lat więzienia i wymowne milczenie Rzymu miały być pokutą

         Upokorzenie to, wbrew intencji, przyniosło odwrotny skutek. W 1600 roku Giordano Bruno publicznie wyznał wierność i słuszność swoich poglądów. Wśród chichotu rozbawionej gawiedzi na placu Campio di Fiori podpalono stos.

            Jaką to prawdę odkrył, że warto było za nią umierać?

           Bruno przyjął świat infinistycznie, jako zespół nieskończony. Dynamistycznie, jako zespół sił żywych. Teologicznie, jako obraz i objawienie samego Boga, oraz optymistycznie, jako całość absolutnie doskonałą i piękną.

          Zwłaszcza twierdzenie o nieskończoności było wielkim, wręcz niebywałym osiągnięciem umysłu. Kapitalna prawda dosłownie nie mieszcząca się ówczesnym w głowach. Nieskończoność, abstrakcja, efemeryda, nie mająca odniesień w żadnych dotychczasowych ramach. Ani religijnych, ani światopoglądowych. Starożytni filozofowie z Arystotelesem na czele, ba, nawet Kopernik, który ruszył Ziemię i zmienił centrum układu, uważali, że Świat jest skończony.

           Tak więc swoje narodziny w świadomości ludzkiej Uniwersum zawdzięcza zbuntowanemu, włoskiemu mnichowi. To on maleńką Ziemię i Układ Słoneczny odnalazł w niezmierzonym kosmosie. Jedynym jego narzędziem było założenie, że ludzkie pojęcia, formowane na modłę rzeczy skończonych, dają możliwość ograniczonej percepcji. Od tego momentu ludzkość ma nowe perspektywy, zna pojęcie względności. "Uważam, że gwiazdy stałe są tej samej natury co Słońce. Zamknięcie świata w przestrzeni jest czymś zupełnie błędnym, bo gdzież są jego granice?

            Kto przypuszcza, iż tyle jest tylko ciał niebieskich ile widzi na niebie, ten równy jest temu, kto mniema, że żyją tylko te ptaki, które policzył na drzewie przed swoim oknem.

           Zatem, wobec nieskończoności, ginie różnica pomiędzy tym, co większe i co mniejsze. Wobec niej, punkt niczym nie różni się od powierzchni, a mile nie są bliżej nieskończoności niż stopy. Stulecia zaś tym samym są wobec nieograniczenia, co minuty.

           Czy będąc człowiekiem bliżej ci do nieskończoności niż gdybyś był mrówką? Nie - ale też będąc nim, nie jesteś dalej, niż gdybyś był ciałem niebieskim. Człowiek błądzi, bo kieruje nim pycha wobec jednych, a pokora wobec drugich. Obie bledną w obliczu tego, co niezmierzone."

          Kościół Rzymu nie mógł przyjąć takich praw. Człowiek, istota wybrana spośród innych ziemskich, równa jest temu co na niej najmniejsze? Mało, warta jest tyleż samo, co wszystko wywyższone w sferze niebieskiej!

           A Giordano Bruno posunął się jeszcze dalej i wyciągnął z równości stanów i względności rzeczy praktyczne wnioski. Ogłosił wolność każdej cząstki obdarzonej życiem. "Nie ma rzeczy tak błahej, kruchej i niedoskonałej, która nie posiadałaby duszy. Wraz z Pitagorasem i wszystkimi, którzy nie od parady mają oczy, wnioskujemy, że niezmierzony Duch wypełnia i ogarnia wszystko. Dlatego też wszystko co żywe, jest wolne. W przyrodzie panuje wolność.

            Nikt nie ma prawa do narzucania innym jakichkolwiek ograniczeń - czy to materialnych, czy duchowych. A w szczególności niedopuszczalny jest przymus religijny."

         Wolność, obok nieskończoności, stanowiła zasadniczy rys poglądów Bruna. Jako człowiek wielkiej wiary potrafił zrozumieć, że Boskie pochodzenie obdarza wolną naturą. Zaakceptować to potrafił tylko jako wielki człowiek. "Tak jak w matematyce jest minimum matematyczne, tak minimum metafizycznym jest jednostka o niepowtarzalnym kształcie i treści. Bóg, który ją stworzył, jest bowiem niewyczerpalny w swej twórczości.

            Niech będzie dla jej ułomności czy niedoskonałości pociechą to, że świat jest wieczną harmonią. Dlatego każde indywiduum jako jej integralna część, nie może być zastąpiona żadną inną".

          Tezy Bruna stały się obowiązującym pewnikiem filozoficznym. Jego optyka spostrzegania rzeczywistości obowiązuje do dziś. Śmiało można powiedzieć, że to właśnie XVI-wieczne Włochy są kolebką narodzin ery nowożytnej myśli filozoficznej.

          Myślimy, przedmioty zewnętrzne działają na naszą naturę. Poznając siebie, poznajemy przez analogię naturę rzeczy zewnętrznych. Poprzez nią, pośrednio nawet i Siłę Wyższą. Kosmos to synergiczny obraz, suma przekraczająca wartość jej poszczególnych składników. To ekofilozofia i wiedza ekologiczna w jednej postaci.

         Dziś ekologia nierzadko traktowana jest tylko jak modne zjawisko. Eksploatowana do granic wytrzymałości, pojmowana w sposób płytki. Wykorzystywana w sposób głupi dla doraźnych interesów. Przypomina to chichot tłumu rozbawionego widokiem ognia pochłaniającego wartości, o których nie ma pojęcia...

        A ekologia jest rozległą nauką botaniczną. O płaszczyźnie obejmującej świat ożywiony i nieożywiony naszego globu, głęboko zabarwiona humanizmem. Jest nauką interdyscyplinarną, korzystającą z doświadczeń nauk ścisłych, jak matematyka, fizyka, chemia, meteorologia. Nauk o ziemi, jak geografia, geologia, archeologia. Również systemowych, jak filozofia. Jej patronem jest święty Franciszek z Asyżu.

        Dobrze się stało, że Jan Paweł II w imieniu Kościoła przyznał publicznie o winie względem Giordano Bruno. Nie kto inny winien zostać ojcem duchowym ekofilozofii. Następcy Giordana Bruna - Kartezjusz, Kepler, Galileusz, Newton, wiążą empiryzm i metodologię. Nadają głęboki sens i istotę własnym dociekaniom. Obiektywne naukowe twierdzenie "to ciało jest ciepłe, to ciało jest barwne", zamieniają na "czuję ciepło, widzę kolor". Nowa wartość. Sens ten sam. Zwłaszcza Kartezjusz w słynnym cogito, ergo sum (myślę, więc jestem), kształtuje ostateczny kierunek nowożytnej filozofii.

            Dogmaty właśnie tych mistrzów nauki i filozofii, w czystej formie, przyjęła ekofilozofia. Również określająca świat jako zespół istot, w którym wspólne relacje budują stosunki ekologiczne. W którym każdy organizm współtworzy jakieś środowisko. Gdzie dzieją się rzeczy i zachodzą zjawiska w przyrodzie. Gdzie wszystko ma sens, choć nie zawsze te subtelne zależności można tak po prostu zsumować. Brak respektu dla tej prawdy jest przyczyną większości problemów współczesnego świata, który nie chce pamiętać, że nic nie dzieje się bez przyczyny.

        W grudniu 2001 roku na konferencji naukowej profesor Łukasz Turski z Centrum Fizyki Teoretycznej zauważył: "w pałacu nauki czasami zdarzają się rzeczy bardzo brzydkie". Może dlatego, że głównym grzechem nauki XX i XXI wieku jest wykroczenie przeciw etyce, przymilanie się ekonomii. Rzadko padają pytania dlaczego, w jakim celu. Jakże często ideę pracy naukowej warunkuje pytanie za ile?

            Na tym samym kworum pierwszy prezes Komitetu Badań Naukowych i przewodniczący zespołu ds. etyki przy KBN, prof. Witold Karczewski, wyraził jednak opinię: "Ja wciąż wierzę, że bycie uczonym, podobnie jak kapłanem, lekarzem czy nauczycielem, wymaga kultywowania szczególnego etosu."

 

         Warto pamiętać, że to CZüOWIEK kształtuje rzeczywistość i zadecyduje o przyszłości świata. Tak naprawdę drogi są tylko dwie. O jednej mówi amerykański socjolog Alvin Toffle - nie pieniądze, ale myśl będzie rodzić bogactwo najbardziej kreatywnych społeczeństw. Druga, którą obecnie podążamy, jest swoistą kodą poglądów Bruna. Albert Einstein powiedział: "Są dwie nieskończoności. Jedną jest wszechświat, drugą ludzka głupota".

 

                                                Jolanta Gałecka

  Wykorzystano: Władysław Tatarkiewicz - Historia Filozofii.

                  Tekst ten dedykuję profesorowi Ignacemu Kutynie, którego wykłady były inspiracją do refleksji i przemyślenia, jakimi prawdami kieruje się nauka o ekologii i środowisku.

                Tym bardziej, że spacer po ogrodach ekofilozofii, pejzaże i horyzonty, które tam odkryłam, dla mnie samej były wielkim zaskoczeniem.