Home Teksty Archiwum Prenumerata O nas Kontakt Linki English

Następny Poprzedni

PODYSKUTUJMY O GMO

            Społeczny lęk przed nowymi technologiami jest uzasadniony - mieliśmy DDT, mogilniki, BSE. Dziś ponosimy ich skutki. Obawiamy się genetycznie modyfikowanych organizmów (GMO) z powodu możliwości wystąpienia zmian nieodwracalnych, skutków ekologicznych, których nie będzie można cofnąć. GMO to organizmy żywe, rozmnażające się, żyjące w środowisku. Ewentualne szkody wynikające z ich uwolnienia mogą być długotrwałe, a ich wpływ na glebę, owady, inne rośliny i całe ekosystemy nie jest przewidywalny. Dziś bardzo niewiele wiemy na ten temat, nie wiemy nawet jakie stawiać pytania. Wiemy jedynie, że nie jest możliwe usunięcie nowych genów z roślin i w przyszłości ze środowiska.

GMO - organizmy posiadające nowe właściwości powstałe w wyniku włączenia do ich genomu dodatkowej informacji genetycznej przy użyciu metod inżynierii genetycznej.

            W Polsce świadomość konsumencka na temat GMO nie jest wysoka, stąd potrzeba zainteresowania społeczności problemem. Wymianie doświadczeń i stanowisk pomiędzy środowiskami zainteresowanymi GMO posłużyła Konferencja "GMO - poznajmy swoje poglądy", zorganizowana przez Instytut na rzecz Ekorozwoju 11-12 kwietnia br. w Warszawie. Rozmawiano na temat naukowych, etycznych, ekonomicznych i społecznych aspektów uwalniania organizmów transgenicznych. Poglądy zebrane zostały w panele dotyczące odpowiedzialności rządów, środowisk naukowych, biznesowych, politycznych oraz roli organizacji pozarządowych.

            Dyskusja na temat GMO rozpoczęła się w naszym kraju w połowie lat 90, w 1996 r. Federacja Zielonych - Grupa Krakowska zainicjowała akcję budzenia świadomości konsumenckiej pod nazwą "Menu na następne tysiąclecie". Wydany w ramach kampanii raport "Bawiąc się w Pana Boga" wywołał ogólnopolską dyskusję. Temat podjęło później kilka innych organizacji, m.in. Społeczny Instytut Ekologiczny, Biuro Wspierania Lobbingu Ekologicznego, Polski Klub Ekologiczny Koło w Gliwicach, Instytut na rzecz Ekorozwoju oraz organizacje konsumenckie i rolnictwa ekologicznego. W 2001 r. przy Ministrze Środowiska powstała Komisja ds. GMO, w skład której wchodzą także przedstawiciele organizacji pozarządowych. 

        - Odpowiedzialność nasza powinna uwzględniać także to, co będzie za kilkadziesiąt lat. - powiedział Andrzej Kassenberg, prezes InE. Jak wyjaśnił Piotr Kossobudzki z miesięcznika "Wiedza i Życie", na polskim rynku ciągle jest niewiele GMO, ogromna większość importowanych produktów transgenicznych jest przeznaczana do produkcji pasz. W USA i Argentynie 90 proc. soi na rynku to soja transgeniczna, w Brazylii ponad 30 proc. Produkty GMO są efektem niezwykle zaawansowanych technologii, stąd wiele środowisk nie czuje się na siłach podejmować ten temat

         Zgodnie z polskim prawodawstwem artykuły zawierające GMO powinny być oznakowane: "produkt zawierający GMO". W naszym kraju decyzją Mĺ do obrotu wprowadzone zostały dwa produkty modyfikowane genetycznie - soja odporna na herbicyd RoundapReady i kukurydza Bt. Główny Inspektorat Sanitarny także ma swoją listę dopuszczonych produktów GMO. - Biorąc odpowiedzialność za przyszłe pokolenia administracja próbuje tworzyć takie ramy prawne, by w pełni zabezpieczać interesy wszystkich grup. Istnieją akty prawne w całości regulujące kwestię GMO, a najważniejszy to Ustawa o organizmach genetycznie zmodyfikowanych z 22.06.2001 r. regulująca problem zamkniętego użycia GMO, ich uwalniania, wprowadzania do obrotu i wywozu. - powiedziała Agnieszka Dalbiak, starszy specjalista w Ministerstwie Srodowiska. W polskim systemie kontrolującym GMO bazą będą inspekcje handlowe, sanitarne, ochrony środowiska, ochrony roślin i nasiennictwa, ale też trzy specjalnie powołane laboratoria referencyjne, które mają możliwość badania produktów pochodzenia roślinnego, zwierzęcego i mikroorganizmów.

         Genetyk i biotechnolog prof. Stefan Malepszy ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego wyjaśniał, że organizmy transgeniczne posiadają nowe właściwości, dzięki którym mogą lepiej służyć konkretnemu celowi i naszym oczekiwaniom. Wątpliwości związane z GMO dotyczą sfer ekologii, bezpieczeństwa żywności oraz etyki. Przeciwnicy odmian transgenicznych podkreślają dwa problemy: szkodliwości dla środowiska (powstawanie nowych odporności i innych właściwości w organizmach, zmiana naturalnych dotychczasowych relacji między gatunkami) oraz szkodliwości dla konsumenta (alergenność, wpływ na mikroflorę przewodu pokarmowego, pojawianie się nowych białek o charakterze antyżywieniowym lub toksycznym). Niezamierzonym efektem biotechnologii może być pojawianie się dodatkowych cech w roślinie oprócz tej, do której się dąży. Ale, jak podkreślał prof. Malepszy, GMO traktuje się jak nowe rośliny, poddaje się je dokładnym badaniom jakościowym na różnych poziomach. - Firmy biotechnologiczne spieszyły się z wprowadzeniem odmian transgenicznych do uprawy i wykorzystały do wytworzenia oczekiwanych właściwości nie najlepszych konstrukcji genowych. Skutkiem tego wprowadzona informacja genowa funkcjonuje nie tylko w jednej części rośliny, np. łodydze, ale w całym organizmie - w pyłku, liściach, korzeniach. Ale wykorzystywanie GMO nie spowodowało do tej pory wiarygodnie stwierdzonych zagrożeń dla środowiska i człowieka.  - dodał prof. Malepszy.

          Polski parlament przyjął w ustawodawstwie pewne rozwiązania dotyczące GMO, a to dlatego że organizmy takie budzą lęk w społeczeństwie - ponad 50 proc. obywateli uważa że nie należy ich wypuszczać na rynek (jedynie 5 proc. jest za), ale aż 70 proc. nie wie, że takie produkty na rynku już są. - Obowiązuje nas zasada "po pierwsze nie szkodzić" - żadna żywność, która może zagrażać zdrowiu lub życiu społeczeństwa nie powinna trafiać na rynek, być przedmiotem obrotu. Powinien być szczelny system kontroli, sektor ośrodków badawczych sprawdzających bezpieczeństwo produktów oraz uregulowanie prawne - funkcjonuje już Ustawa o warunkach zdrowotnych żywności i żywienia oraz Ustawa o organizmach genetycznie modyfikowanych. - powiedział Marek Suski, poseł na Sejm RP. - Rolą ustawodawcy nie jest wyeliminowanie z rynku produktów GMO, ale uregulowanie na jakich zasadach mają być wprowadzane z zachowaniem bezpieczeństwa. Inne zastosowania GMO nie budzą już takich obaw w społeczeństwie, a największą akceptację ma produkcja biopaliw z komponentów transgenicznych. Z punktu widzenia zdrowia człowieka hodowla rzepaku na olej spożywczy a na olej opałowy to dwa różne poziomy zagrożenia, jednak z punktu widzenia środowiska jest to ten sam poziom zagrożenia.

 

          Jako przedstawiciel przemysłu na konferencję zaproszony został Janusz Krata z Bayer CropScience. - Odbiorcami naszych produktów są zarówno rolnicy prowadzący uprawę intensywną, jak i zrównoważoną oraz ekologiczną. My nie możemy wykraczać poza prawo. Pierwszym czynnikiem jaki sprawdza nas, firmę wprowadzającą innowacje, jest konsument. My nie możemy konsumenta oszukać. On decyduje o istnieniu firmy, on kupuje nasze produkty. - mówił w swoim wystąpieniu. By wysiać w polu roślinę GMO firma musi spełniać szereg określonych warunków zastrzeżonych ustawą, a także wewnętrznych zarządzeń. - Na ręce patrzą nam nie tylko ekolodzy, ale też konkurencja, wiec jeśli zrobilibyśmy coś poza prawem czy etyką, z pewnością byłoby to wykorzystane przeciwko nam.  Dlaczego Polacy mają być "w ogonie", zdobywać wiedzę z książek czy Internetu, jeśli możemy sami coś sprawdzić i zobaczyć? - pytał Krata. A jak podkreślał, wiele doświadczeń w Polsce zaniechano ze względów ekonomicznych, bo wielu instytucji nie stać na opłacanie wniosków. Polskie przepisy są zgodne z unijnymi, ale krępują naukowców i rozwój badań. - Odeszliśmy już tak daleko od życia w naturalnym środowisku, jesteśmy coraz bardziej wrażliwi na jego czynniki, że alergie stają się powszechne. I niekoniecznie winne temu są GMO. Przyroda ma wiele mechanizmów samochroniących.

       W podobnym tonie brzmiały wypowiedzi Edyty Kwapich reprezentującej Biuro informacji o żywności genetycznie modyfikowanej. - W ciągu dziesiątek lat każda nowa technologia wprowadzana na rynek wzbudzała początkowo kontrowersje, przypomnijmy sobie czasy maszyny parowej czy elektryfikacji wsi. Patrzymy na GMO tylko z jednej strony - żywnościowej, a przecież to także wykorzystanie ich w farmacji, dzięki czemu w przyszłości może być uratowane życie niejednego z nas. Bawełnę transgeniczną wykorzystuje się do produkcji odzieży oraz do produkcji banknotów euro! W Polsce dopuszczono na rynek soję i kukurydzę GMO, stwierdzając że są one bezpieczne dla środowiska i człowieka.

     Z kolei Doreen Stabinsky, doradca naukowy Greenpeace USA, wyjaśniała iż w Stanach Zjednoczonych 34 proc. uprawianej kukurydzy to rośliny transgeniczne. Nie obowiązuje tam znakowanie produktów zawierających GMO, dlatego jeśli nawet pojawi się problem po spożyciu GMO, lekarz nie może powiązać zachorowania ze spożywaniem żywności genetycznie modyfikowanej. Nie można zatem powiedzieć, że w USA ludzie konsumują dużo GMO i nic się nie dzieje. Do końca nie ma naukowych dowodów bezpieczeństwa takiej żywności. - Przepływ genów pomiędzy GMO i nie-GMO jest rzeczą niekwestionowaną, dochodzi do transgenicznego zanieczyszczania roślin także przez granice państw, np. z Meksyku do USA. Rośliny transgeniczne krzyżują się z innymi roślinami tak samo jak rośliny nietransgeniczne. Odrzucenie przez unię plonów GMO ze Stanów to mocne przesłanie do amerykańskich rolników. Konsumenci kształtują więc rynek.             

Greenpeace opracował Raport nt. patentowania genów ludzkich, części ciała ludzkiego oraz roślin i zwierząt, regulowany przez dyrektywę UE w sprawie prawnej ochrony wynalazków biotechnologicznych. Jedynie 6 państw z 15 członków UE podjęło decyzję o patentowaniu. Greenpeace zwraca uwagę, że genów nie wynaleziono, odkryto je jako coś, co już istnieje w naturze. Prawo patentowe przeniesiono z domeny fizyki i chemii do domeny przyrody żywej. W efekcie społeczeństwo traci dostęp do zasobów genetycznych, w medycynie uniemożliwia tańszą produkcję leków i szczepionek, zmienia relację człowieka z przyrodą - traktuje ją w kategoriach użyteczności technologicznej i ekonomicznej. Bowiem GMO ma także swój wymiar ekonomiczny - korzyści z nich osiągają głównie koncerny biotechnologiczne, które wprzęgają rolników w system produkcji zależny od firmy - zakup licencji, ziarna, itd.

       Eurobarometr badający stosunek Europejczyków do biotechnologii wskazuje, iż większość mieszkańców UE nie popiera żywności genetycznie zmodyfikowanej uważając, że nie jest ona pożyteczna i jest zbyt ryzykowna dla społeczeństwa. 30-60 proc. Europejczyków odrzuca wszelkie powody zakupu żywności z GMO, choć ogólnie większość z nich patrzy z optymizmem na rozwój biotechnologii w innych zastosowaniach. Komisja Wspólnot Europejskich stoi na stanowisku, iż rozwój biotechnologii powinien odbywać się w zgodzie z wartościami etycznymi i celami społeczeństwa. Konsumenci powinni mieć zagwarantowane prawo wyboru produktów. Powinno się podjąć uporządkowany dialog na różnych szczeblach mający na celu zrozumienie i wymianę informacji na temat biotechnologii. -  Każda nowa technologia stanowi pewne ryzyko, ale też i korzyść. Ważne by maksymalizować korzyści, a minimalizować ryzyko. -  zauważył Daniele Franzone, przedstawiciel Komisji Europejskiej. W UE wszelkie produkty GMO można wprowadzać na rynek. Choć de facto nie ma prawnego moratorium, od 1998 r. nie wydaje się jednak pozwoleń na import i obrót nowymi produktami GMO.

          W USA ludzie są coraz bardziej świadomi jeśli chodzi o żywność GMO, choć etykietowanie produktów ciągle jest tam dobrowolne. Pytanie brzmi: kto powinien informować konsumenta? Zdaniem Doreen Stabinsky jest to zadanie rządu, choć rządy często nie wywiązują się odpowiednio z tego obowiązku. Dlatego organizacje pozarządowe, tzw. trzeci sektor, często angażują się w działania informacyjne i edukacyjne. A jaką ponadto rolę powinny pełnić organizacje ekologiczne w kwestii GMO? Zbierać i dystrybuować informacje, nagłaśniać problemy w mediach, organizować kampanie i akcje, kształtować postawy w społeczeństwie, wywierać presję na rządy, parlament i naukowców (lobbing), promować zasadę ostrożnościową, uświadamiać odpowiedzialność, współpracować z organizacjami konsumenckimi i handlowcami. Podczas dyskusji podkreślono także wagę edukacji, rolę nauczycieli, którzy kształtują postawy w społeczeństwie. Pedagodzy przekazują nie tylko wiedzę, ale też bardzo ważne wartości ekologiczne. 

         Przez wiele lat ulepszaliśmy odmiany uprawne roślin (ogórek, pomidor) wprowadzając nowe geny metodami konwencjonalnymi. Dziś już nie możemy mieć pewności że dany produkt jest czysty od GMO. Modyfikacji poddaje się nie tylko soję i kukurydzę, ale też m.in. rzepak, buraki cukrowe, ziemniaki, pszenicę, jęczmień, truskawki, jabłonie, winorośl, śliwy, maliny, jagody i czarne porzeczki. Także zwierzętom wprowadza się geny odporności lub wzrostu, np. karpiom, łososiom. Amerykanie mówią - 800 mln ludzi na świecie cierpi głód, stajemy więc przed koniecznością zwiększenia produkcji żywności przy minimalizacji kosztów. Czy jednak biotechnologia musi być panaceum na głód? Czy uwolnione do środowiska GMO nie wyprą naturalnych gatunków?

         - Przeżyliśmy już podobne euforie, tak było z pestycydami. Wiem, że wówczas, w latach trzydziestych, naukowcy mówili z pełnym przekonaniem, nie przypuszczam by chcieli nas wprowadzić w błąd. Wiedza i doświadczenia pozwalają nam z czasem odpowiedzieć sobie na pytania - czy na prawdę GMO jest takie wspaniałe? Czy nie umknęły nam pewne szczegóły? Czy nie pojawiły się błędy? Czy nie brakuje nam czasu, cierpliwości i pieniędzy na zrobienie dokładnych analiz ograniczających ryzyko? Tu leży odpowiedzialność nauki, biznesu, ale też rządu. - przekonywał Andrzej Kassenberg - Mając tak wiele wątpliwości zastosujmy zasadę przezorności, która jest zapisana w deklaracji z Rio.

 

        Nauka to fakty, owszem. Ale nauka to też proces - zdobywania wiedzy, poznawania otaczającego świata. Nauka to rozumienie relacji, zadawanie pytań, korygowanie wiedzy. Nauka to pokora przed tym, czego nie wiemy. - Dyskutując o GMO nie chcemy podważać dorobku nauki. Łysenko zapewne też miał głębokie przekonanie, że pracuje na rzecz przyszłych pokoleń. - podsumowywał konferencję Krzysztof Kamieniecki z InE - Dzisiejsza sesja to dyskusja o tym jak zmieniamy świat. Bo jest pewien porządek świata, a przez naszą działalność i odkrycia zmieniamy go. Posuwając się w kolejne stulecia rośnie nasza świadomość i odpowiedzialność wynikająca z wiedzy, ale też przez to rosną nasze kłopoty.

           

                                                                                                notowała: Monika Romańska

            Wojna wokół żywności modyfikowanej genetycznie
 

            Stany Zjednoczone zamierzają zaskarżyć Unię Europejską do Światowej Organizacji Handlu. Przyczyną sporu jest europejski zakaz sprowadzania genetycznie modyfikowanej żywności. Jak zwykle w takich sprawach chodzi przede wszystkim o pieniądze.

            Farmerzy z USA twierdzą, że stracą na tym około 300 milionów dolarów rocznie. Sam eksport amerykańskiej kukurydzy do Europy zmalał w ciągu ostatnich 5 lat z ponad 60 milionów dolarów rocznie do nieco tylko ponad 12. Amerykanie twierdzą, że wprowadzone przez UE pod naciskiem konsumentów restrykcje stwarzają nielegalną barierę handlową, bez żadnych dowodów, że żywność genetycznie zmodyfikowana ma jakikolwiek ujemny wpływ na zdrowie ludzi czy bezpieczeństwo środowiska naturalnego. UE broni się twierdząc, że i tak już dopuściła na swój rynek około 20 gatunków produktów zmodyfikowanych genetycznie. Bruksela zarzuca ponadto Stanom Zjednoczonym, że nie potrafią odpowiednio segregować na swoich plantacjach kukurydzy i porządnie odseparować tych ziaren, które pochodzą z gatunków, które są w Unii zakazane. Amerykanie odpowiadają, że taka segregacja jest zbyt kosztowna i prawie niemożliwa. Tymczasem z takim podziałem ziarna bardzo dobrze radzi sobie Argentyna.

            Komisja Europejska przypomina, że nie ma w Unii całkowitego zakazu importu żywności zmodyfikowanej genetycznie, ale są reguły zgodne z wytycznymi Światowej Organizacji Handlu, których trzeba przestrzegać.

 

.

           Ekolodzy europejscy ostrzegają

            Powiększenie Unii spowoduje osłabienie polityki dotyczącej GMO

 

            27 maja br. opublikowany został w Brukseli Raport pt. "Czy powiększona Unia spowoduje osłabienie polityki dotyczącej GMO". Raport ostrzega, że brak rozporządzeń wykonawczych do ustaw o GMO w krajach przedakcesyjnych może spowodować zwiększoną obecność GMO na rynkach Unii Europejskiej.

         W raporcie przeanalizowano sytuację, jaka będzie miała miejsce w momencie powstania wspólnego rynku, na którym znajdą się legalnie funkcjonujące produkty GMO w "starej" Europie i produkty GMO znajdujące się w obrocie w krajach przedakcesyjnych. Wynika z niej, że te drugie nie będą mogły być uznane za legalne, ponieważ nie poddane zostały ocenie ich zagrożenia dla środowiska. - Nowe procedury będą musiały być rozpoczęte dla wszystkich GMO - tłumaczy Thomas Schweiger - autor raportu.

        Większość krajów akcesyjnych nie posiada rozporządzeń, które pozwalają skutecznie wprowadzać przepisy ustawy o GMO w zakresie wydawanych zezwoleń i oznakowania. - Co faktycznie znajduje się w obrocie jest jedną wielką niewiadomą - mówi Iza Kruszewska z ANPEDu - Północnego Sojuszu na rzecz Zrównoważonego Rozwoju, organizacji pozarządowej, która jest współtwórcą tego raportu.

            - Polska, największe spośród państw kandydujących, ma najsłabszą politykę nt. GMO - mówi Ela Priwieziencew ze Społecznego Instytutu Ekologicznego - Ponieważ do dziś nie powstały certyfikowane laboratoria, to w zasadzie nikt nie wie, co rzeczywiście jest importowane i czy produkty z GMO są oznakowywane.

            - Koncerny biotechnologiczne weszły do krajów Europy Centralnej i Środkowej potężną falą, i nie chcą się poddać rygorystycznym zasadom wydawania zezwoleń jakie funkcjonują w UE - mówi Geert Ritsema z FoEE Europa, współtwórca raportu - ale my nie pozwolimy, by wprowadzano GMO na rynek drzwiami kuchennymi.