Home Teksty Archiwum Prenumerata O nas Kontakt Linki English

Następny Poprzedni

            KLĘSKI ŻYWIOŁOWE Wczesne rozpoznawanie katastrof

            Od prognozy po dobrze funkcjonujący łańcuch informacji

 

            Gdy nad Ameryką Środkową szaleją huragany, nie tylko ich siła stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo. Na skutek ulewnych deszczów wzbierają wody rzek, obsuwa się ziemia, a lawiny błota porywają wszystko, co spotykają na swojej drodze.

            Rybacy znad Cara Sucia, rzeki w Salwadorze, nie mogą wynieść się stąd tylko dlatego, że kapryśny nurt występuje z brzegów w czasie ulew i w porze deszczowej, niosąc śmierć tutejszym mieszkańcom. Peter Platte, odpowiedzialny w Urzędzie Spraw Zagranicznych Niemiec za zapobieganie katastrofom, opowiada, że dawniej powódź regularnie zaskakiwała rybaków. Dzisiaj żyjący w ubóstwie ludzie nad Cara Sucia nie są już zdani na łaskę i niełaskę mas wody. Na zlecenie niemieckiego MSZ Organizacja Współpracy Technicznej (OWT) opracowała proste, ale skuteczne urządzenia ostrzegawcze i wyszkoliła ludzi jak się nimi posługiwać. Te niezbyt kosztowne urządzenia czerpią prąd z 9-woltowych baterii i mogą być obsługiwane przez ludzi nie potrafiących ani czytać, ani pisać. Skonstruował je Juan Carlos Villagran z Gwatemali, fizyk, działający aktywnie na rzecz ochrony przed kataklizmami.

            Prosta, efektywna technika

            Przyrządy te analizują stan wody za pośrednictwem czujnika. Przywiązane do palika lub drzewa, znajdującego się w łożysku rzeki, rejestrują poziom wody w skali od 0 do 9. Dane te są przesyłane kablem do urządzenia pomiarowo-alarmowego w domu pracującego na ochotnika stróża. Jak wyjaśnia Villagran, w ten sposób nie musi on dla odczytania poziomu wody wychodzić nad rzekę i narażać życia w nocy lub w czasie gwałtownej burzy. Przy siódmym krytycznym stanie wody urządzenie pomiarowe automatycznie sygnalizuje to gwizdem. Jeżeli wzrastający poziom wody stanowi zagrożenie, stróż zawiadamia gminy położone w dole rzeki oraz regionalne centrum zgłoszeń. - Taki przebieg trzeba oczywiście wyćwiczyć - mówi Peter Platte z niemieckiego MSZ. Ale z chwilą, gdy on funkcjonuje, nawet najdalej położona wioska rybacka przestaje być nagle zależna od urzędowych ostrzeżeń - o ile takie w ogóle do niej dochodzą.

            Takie systemy wczesnego ostrzegania jak ten nie wymagają zastosowania zaawansowanej techniki i są dostosowywane do potrzeb odległych regionów wiejskich, w których ochrona przed katastrofami nie funkcjonuje. Dla Villagrana przyrządy pomiarowo-alarmowe są "pierwszą linią obrony". Chodzi o zwalczanie nieszczęścia w zarodku i jego ograniczanie. MSZ także podobnie podchodzi do sprawy. - Przez długi czas wydawaliśmy dużo pieniędzy ratując ludzi podczas katastrof żywiołowych lub zaopatrując dotknięte nimi obszary w pomoc humanitarną - mówi Peter Platte - Gdybyśmy podjęli wcześniej jakieś działania, wiele osób w ogóle by w nich nie zginęło lub tak wiele nie straciło.

fot. Powodzie i susze bardziej dotykają kraje słabo rozwinięte. W latach 1984-85 w Etiopii, Sudanie i Czadzie z powodu suszy umarło 500 tys. ludzi. Na zdjęciu susza w Etiopii, 2003 rok

            Po upływie międzynarodowej dekady zapobiegania katastrofom w latach 90., w niemieckim MSZ opracowano projekt uwzględniający zdobyte doświadczenia i zaniedbania. Według informacji Petera Platte, w tej dziedzinie brakuje powiązania poszczególnych inicjatyw. Nie wprowadzono w życie wniosków wielu opracowań, profesorowie pisali "grube książki, o których potem zapomniano". W MSZ postanowiono wykorzystać dostępną wiedzę. Od 2001 r. w Niemczech około 10 proc. stałych środków na pomoc humanitarną przeznacza się na system wczesnego ostrzegania przed katastrofami, w 2002 r. kwota ta wyniosła 4,2 mln euro.

            Ostrzeżenia muszą na czas docierać do zagrożonych ludzi, ale nie mogą się ograniczać do "wycia syren i ewakuacji ludzi". - Ludzie muszą jeszcze wiedzieć, co robić. Jedni muszą się ratować, inni przejąć określone zadania - mówi Platte. MSZ zamierza za pośrednictwem projektów pilotażowych zachęcić placówki na zagrożonych terenach do podjęcia odpowiednich inicjatyw. -Naszymi pieniędzmi nie uratujemy świata - przyznaje Peter Platte - Ale chcemy pokazać, jak się do tego zabrać.

Wczesne ostrzeganie z przeszkodami

            Tylko w latach 1991-2000 w krajach rozwijających się i tzw. krajach progowych na skutek wybuchów wulkanów, powodzi i trzęsień ziemi straciło życie 65 tys. osób, w krajach uprzemysłowionych liczba ta wyniosła 16 tys. Przede wszystkim na skutek zmian klimatycznych i gęstości zaludnienia w zagrożonych strefach wzrasta wyraźnie liczba katastrof i ich rozmiary. Dotyczy to także Niemiec. Podczas powodzi stulecia nad Łabą w 2002 r. zmarło 21 osób, zniszczeniu uległo 300 domów, a 25 tys. zostało uszkodzonych.

fot. W Bangladeszu podczas sztormu w 1991 r. straciło życie 140 tys. ludzi. W czasie cyklonu w Indiach w 1999 r. zginęło 15 tys. Hindusów. Na zdjęciu Honduras po huraganie w 1998 r.

            We wszystkich krajach w ochronie przed katastrofami najważniejszy jest system wczesnego ostrzegania. W Ameryce Płd., Afryce czy Azji często na szczeblu lokalnym nie ma nawet funkcjonujących planów ochrony. - Jeżeli w ogóle nadaje się ostrzeżenia, to robi się to często za późno lub są one nieprzydatne dla ludności - mówi Thomas Schaef, odpowiedzialny w OWT za zapobieganie katastrofom. - Chcemy nie tylko reagować, ale zapobiegać. Takie podejście zapewnia Niemcom pozycję "światowego lidera" w dziedzinie współpracy bilateralnej, dysponującego "najbardziej całościową koncepcją" Ale często Niemcy nalegając na lepsze zapobieganie katastrofom znajdują się na dość osamotnionej pozycji. A przecież wczesne ostrzeganie jest skuteczniejsze niż pomoc. - Jest ono jedną z najskuteczniejszych metod zapobiegania katastrofom - stwierdza Karl-Otto Zentel, kierujący Niemieckim Komitetem ds. Zapobiegania Katastrofom z Bonn. Każde zainwestowane euro spłaca się wielokrotnie. W przypadku niektórych niebezpiecznych zjawisk przyrody nie można obyć się bez wycyzelowanej, drogiej techniki, umożliwiającej np. wykrycie wstępnych wstrząsów sejsmicznych. Potrzebne jest najlepsze w danym wypadku rozwiązanie. Musi ono uwzględniać także warunki społeczne. Doświadczono tego nad jedną z największych rzek w Azji Południowo-Wschodniej - nad Mekongiem. Rzeka ta po ulewnych deszczach monsunowych regularnie zalewa olbrzymie połacie kraju. Wraz z ekspertami pracowano więc zalecenia pozwalające lepiej prognozować powodzie w tym regionie. Nad Mekongiem brakuje np. sprawnie działających, połączonych drogowskazów, dokładnych map powodziowych oraz wypróbowanych modeli prognozujących odpływ wody. Ale oprócz tego dużą trudność stanowi samo ostrzeganie okolicznej ludności. Burmistrzami są niekiedy przewodniczący partii, którzy nie mają zbyt wielkiego pojęcia o miejscowych warunkach i nie wiedzą co począć z ostrzeżeniami docierającymi do nich za pośrednictwem odległych siedzib rządowych. Trzeba dopiero stworzyć skutecznie działający łańcuch przekazu informacji.

            Przed zagrożeniem suszą lub pożarami lasów można ostrzegać często na kilka miesięcy lub tygodni naprzód. W przypadku trzęsienia ziemi okres ten wynosi kilka sekund. - Nadal nie jesteśmy w stanie przewidzieć czasu, miejsca i siły trzęsienia, ale możemy całkiem dobrze ocenić związane z nim niebezpieczeństwo. - mówi Jochen Zschau, profesor z Ośrodka Badań Ziemi w Poczdamie. Także obliczenie z 50-procentowym prawdopodobieństwem, że w następnych 20 latach może nastąpić potężne trzęsienie ziemi, jest ostrzeżeniem. - Na tej podstawie można podjąć środki ostrożności. - mówi prof. Zschau. - Zaostrzyć przepisy budowlane, umocnić niestabilne domy i usprawnić funkcjonowanie medycyny ratunkowej.

fot. Rzeki powodują więcej powodzi niż jeziora czy morza. Wody wielu rzek występują z brzegów najczęściej wiosną, kiedy w górach następuje gwałtowne topnienie dużych mas śniegu lub lodu. Na zdjęciu powódź w Niemczech w 2002 r.

 

            W odbywających się na całym świecie kursach organizowanych przez OWT szkoleni są eksperci, potrafiący oceniać niebezpieczeństwo trzęsienia ziemi. W Kirgizji pracownicy z Poczdamu uczestniczą w tworzeniu Instytutu Nauk Stosowanych o Ziemi, w którym kształcić się będą także specjaliści z Afganistanu. - Kabul jest wybitnie zagrożony trzęsieniami - stwierdza Zschau. Ograniczeniu szkód ma służyć np. mapa, pokazująca gdzie nie należy budować. Czynione są także starania o utworzenie międzynarodowego sekretariatu ds. wczesnego ostrzegania.

           

            tekst: Walter Schmidt

            Copyright Frankfurter Societats

 

Zakładanie, że klimat pozostanie niezmieniony, byłoby na pewno błędem

Profesor dr Stefan Rahmstorf z Instytutu Badań Klimatycznych w Poczdamie

 

Jak dalece zmiany klimatyczne sprzyjają wzrostowi katastrof żywiołowych, takich jak huragany, susze, powodzie?

Dzieje się tak na skutek całego szeregu przyczyn fizykalnych. W cieplejszym klimacie znajduje się w sumie więcej energii w układzie, która ogrzewa cyrkulującą wodę. Podwyższenie temperatury oceanów może doprowadzić do zwiększenia siły wiatrów tropikalnych. Cieplejsze powietrze absorbuje więcej pary wodnej, co sprzyja ekstremalnym opadom. Szybciej następuje parowanie, co przy takiej samej ilości opadów powoduje wysuszanie gleb i susze. Odbieranie zjawisk jako ekstremalnych zależy poza tym od tego, do czego byliśmy dotychczas przyzwyczajeni.

 

Które obszary Ziemi będą w przyszłości silniej zagrożone, a które raczej unikną katastrof?

Jest jeszcze za wcześnie, by ogłaszać pewne prognozy regionalne. Mimo to można wyróżnić szczególnie narażone regiony, np. nisko położone obszary nadbrzeżne, na których w wyniku podwyższania się poziomu mórz wzrasta niebezpieczeństwo zalania. W Europie suszą zagrożony jest przede wszystkim obszar Morza ĺródziemnego. Stopień zagrożenia zależy przy tym od umiejętności ochrony przed zmianami klimatycznymi poprzez zabiegi przystosowawcze. Zmiany te dotykają szczególnie kraje biedne. Jest to problem etyczny, gdyż państwa te same nie przyczyniły się do zmiany klimatu.

 

            Zniszczenia spowodowane powodzią mogą być ogromne - giną ludzie i zwierzęta, całe wsie ulegają zniszczeniu. Spustoszone są setki, a nawet tysiące kilometrów kwadratowych terenów uprawnych, ponieważ plony i żyzna gleba są zmywane lub pokrywane grubą warstwą mułu. W gęsto zaludnionych rejonach krajów słabiej rozwijających się zalanie upraw i śmierć zwierząt domowych może być przyczyną powszechnego głodu. Powodzie niszczą drogi, mosty, linie kolejowe oraz źródła zaopatrzenia ludności w wodę i energię. Zerwane kanały ściekowe i brak czystej wody mogą doprowadzić do szybkiego rozprzestrzeniania się chorób (cholera, dur, czerwonka). Do zniszczeń zalicza się także erozję gleby, którą silny nurt wody zmywa i unosi ze sobą. Problem ten zaostrza się tam, gdzie poddano regulacji koryta rzek, zajęto naturalne tereny zalewowe, a pod uprawy lub budownictwo zostały wycięte duże obszary lasów. Roślinność leśna bowiem działa jak gąbka, magazynując nadmiar wody. Jeśli zabraknie lasu, gleba nie jest w stanie wchłonąć tak dużych ilości wody, która wówczas spływa po powierzchni, powodując na nisko położonych terenach powodzie i erozję gleby. Niszczenie pokrywy leśnej, wraz ze spaleniem paliw kopalnych i drewna, jest także przyczyną wzrostu ilości dwutlenku węgla w atmosferze, co z kolei wpływa na podniesienie temperatury i zmiany klimatu na całej Ziemi.

            Po ustąpieniu wód konieczne jest przeprowadzenie zakrojonej na szeroką skalę operacji oczyszczania terenu dotkniętego klęską żywiołową z tysięcy ton błota i różnych szczątków. Jednakże w niektórych rejonach świata powodzie przynoszą także korzyści. Wody wylewającego corocznie Nilu od tysięcy lat osadzały żyzne nanosy w jego delcie. Od kiedy jednak w latach 60. zbudowano tamę w Assuanie, w południowym Egipcie, większość tych żyznych osadów pozostaje na dnie powstałego pod tamą jeziora Nasera. Egipscy rolnicy muszą więc teraz do użyźniania swej ziemi sprowadzać kosztowne nawozy sztuczne z zagranicy.

     

            Raport UNDP "Ograniczanie ryzyka klęsk żywiołowych: wyzwanie dla rozwoju"

 

            Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP) wraz z ekspertami z ONZ, rządów, organizacji pozarządowych i przedstawicielami świata nauki badał skutki klęsk żywiołowych w latach 1980-2000 w skali globalnej. Raport z lutego br. jest najobszerniejszym z dotąd publikowanych opracowań dotyczących ryzyka i stopnia narażenia poszczególnych państw na klęski żywiołowe. Autorzy raportu dowodzą, że straty wynikające z klęsk żywiołowych są możliwe do uniknięcia.

            Miliardów ludzi w ponad 100 krajach dotykają co jakiś czas trzęsienia ziemi, cyklony tropikalne, powodzie i susze. Ostatnim, wbijającym się w pamięć wydarzeniem było śmiertelne w skutkach trzęsienie ziemi w Iranie, w którym zginęło ponad 40 tys. ludzi. Przeciętnie klęski żywiołowe pochłaniają dziennie 184 życia ludzkie, czyli w sumie 1,5 mln ludzi w latach 1980-2000. Żniwo istnień ludzkich jest zdecydowanie większe w krajach ubogich niż w bogatych, nawet jeżeli geograficzne narażenie na klęski jest podobne. Raport rozważa podstawowe pytanie, przed którym staje społeczność międzynarodowa: jak lepiej prognozować, zarządzać i ograniczać ryzyko wystąpienia klęsk żywiołowych? Autorzy raportu opowiadają się za stworzeniem rozwojowych polityk państwowych, które zawierają w sobie zarządzanie ryzykiem klęsk żywiołowych i osiąganie Milenijnych Celów Rozwoju. Raport wprowadza nowatorski Indeks Ryzyka Klęsk Żywiołowych (Disaster Risk Index) jako pierwszą globalną ocenę czynników składających się na występowanie klęsk żywiołowych poprzez porównanie danych między poszczególnymi państwami.

 

            UNDP Polska