Home Teksty Archiwum Prenumerata O nas Kontakt Linki English

Następny Poprzedni


         
    Janusz Korbel
            MAKROBIOTYKA

         

            Wiele lat temu napisałem szkic krytykujący i żartujący z modnej wówczas makrobiotyki. W opozycji do słowa makrobiotyka zaproponowałem termin „mikrobiotyka”. Pamiętałem wówczas jakie oburzenie wywołało kiedyś – także żartobliwe – hasło amerykańskich ekologów: „Mniej ludzi, więcej dzikiego!”. Antropocentryczni krytycy natychmiast śmiertelnie poważnie zagrzmieli, że ekolodzy nawołują do morderstw! Kiedy dzisiaj czytam jak ogłaszają się u nas kolejne warsztaty makrobiotyki, widzę, że strach przed dziką przyrodą i dziką, wolną naturą w nas samych jest ciągle żywy. Boimy się śmierci, przemijania i wydaje się nam, że są jakieś magiczne zaklęcia, które pozwolą umknąć procesom naturalnym. Tych zaklęć jest wiele, może to być magiczny napój leczący wszystko, wyciąg z tajemniczych ziół, taniec w rytmie planetarnym albo makrobiotyka zen, jak ją nazwał twórca kierunku. Rzecz w tym, iż buddyści zen o żadnej makrobiotyce nie słyszeli.

            Makrobiotyka – czyli długie życie – to styl życia polegający na przestrzeganiu pewnej diety, która ma zapewnić życie długie. Stworzył ją jednak, w połowie XX wieku, nie lekarz czy dietetyk lecz japoński filozof Ohsawa, który sam zresztą, wkrótce po ukazaniu się jego najgłośniejszej książki zmarł, nie dając przykładu efektu życia zgodnego z głoszonymi zasadami. Amerykański nauczyciel zen Philip Kapleau w artykule, jaki ukazał się w popularnym tygodniku kpił z Ohsawy i makrobiotyki, pisząc, że mnisi zen jedli to, co im ludzie podarowali do misek podczas żebraniny i nikt nie zwracał uwagi, czy była to żywność lokalna i czy „yin” i „yang” jest zbalansowane! – na co kładzie nacisk „filozofia” makrobiotyki. Kapleau napisał, że to prawda, iż niektórzy mnisi zen żyli długo, ale nie z powodu diety, a stanu umysłu: przyjmowania z pokorą każdego pożywienia, otwartego serca, braku noszenia w sobie negatywnych uczuć i intensywnej praktyki. Po prostu, żyli długo, bo nie zajmowali się takimi głupstwami jak „makrobiotyka”!. Ale bywało, że i najwięksi mistrzowie umierali także młodo, bo na życie człowieka wpływa niezliczona ilość czynników – przyczyn.
            Makrobiotyk powinien wiedzieć co to jest sukijake i jeść odpowiednie do pór roku kolorów i różnych form równowagi potrawy. Wiele domów wydawniczych w USA zrobiło duże pieniądze na makrobiotyce, bo ludzie szukają recepty, żeby żyć długo i szczęśliwie, a eksperymentowanie z dietą świetnie się do kanalizowania tych pragnień nadaje. Makrobiotyka – jako typowa dziedzina przypisywana New Age – nie przejmuje się wynikami badań naukowych i w ogóle nie ma w poważaniu sprawdzonych eksperymentów, natomiast świetnie posługuje się nieweryfikowalnymi hasłami z pogranicza filozofii i parapsychologii. Przede wszystkim jest jednak dziedziną na rynku przynoszącą w swoim czasie duże zyski. Po dziesięciu latach od śmierci Ohsawy makrobiotyka jednak niemalże zniknęła z rynku światowego, choć nieźle zadomowiła się w Polsce i Rosji. Amerykańscy lekarze z organizacji zajmujących się dietetyką wręcz przestrzegali przed makrobiotyką. Sami liderzy tej „filozofii” nie dali sobą dobrego przykładu: paradoksalnie, pomimo tego, że dieta makrobiotyczna była nauczana jako dieta, która leczy raka, Michio Kushi i Abeline Kushi – oboje liderzy ruchu makrobiotycznego w USA – cierpieli na te choroby. Pani Kushi zmarła na raka szyjki macicy w roku 2001 w wieku 78 lat. Jej córka zmarła na raka w 1995. Pan Kushi obecnie choruje na raka. Anthony Sattilaro, M.D., którego książka, „Recalled by Life” („Wezwany ponownie przez życie”), opisuje w detalach jak cofnął raka, dzięki wprowadzeniu makrobiotycznych zasad żywienia – zmarł na raka prostaty w 1979. Sam Ohsawa także zmarł dość młodo.
            Cóż, mam wrażenie, że i tak zbyt dużo miejsca poświęciłem jednej z mód drugiej połowy lat XX wieku. Ani ona bardziej, ani mniej szkodliwa niż różne szkoły masażu, wizualizacji, inne szkoły dietetyki, czerpanie sił z kamieni, medytacje transpersonalne etc. Dlatego na koniec chcę napisać coś pozytywnego i nowatorskiego. Chcę zaproponować modę na mikrobiotykę!
            Ponieważ człowiek nie kończy się na swoim nosie lub zderzaku samochodu, a jest wynikiem niezliczonych relacji z całą planetą, dobro planety jest podstawą dobra nas samych. Mikrobiotyka nie służy długiemu życiu, lecz życiu właściwemu dla naszej planety. Właściwe z perspektywy planety, jeśli chodzi o Homo sapiens – powinno być nie za długie. A przynajmniej nie zużywające za dużo surowców i energii. Im więcej ich zużywamy, tym bardziej zabijamy inne życie na ziemi. Ponieważ jednak chcemy żyć długo, a także zdrowo, powinniśmy szczególną uwagę zwrócić na oszczędność. Dlatego zamiast „makro” proponuję „mikro”.
            Jaka więc powinna być dieta mikrobiotyczna? 1. Powinna być przygotowywana krótko, żeby zużyć jak najmniej energii, wody, surowców – im krótszy czas przygotowania posiłku, tym lepiej; 2. Powinna być przygotowywana w długiej serii – wiadomo, przygotowanie zupy dla 100 osób wspólnie będzie miało znacznie mniejszy wpływ na przyrodę niż dla tych samych stu osób indywidualnie. Samej wody do zmywania i energii do gotowania w pierwszym przypadku zużyje się o 50 proc. mniej! Ale uwaga: restauracje to nie oszczędność Ziemi, oszczędnością są za to mrożonki, konserwy itp.; 3. Najlepiej korzystać z produktów gotowych, bo są produkowane najoszczędniej, dla zwykłej maksymalizacji zysków producentów, w ich produkcji jest też najmniej odpadów w przeliczeniu na konsumenta; 4. Im mniej naczyń do przygotowania i podania posiłku się zużyje – tym lepiej. 5. Im mniej wody i ciepłej wody do zmywania po posiłku – tym lepiej. Nasze posiłki kosztują Ziemię ogromne wydatki energii i wody!
            Brzmi to prowokacyjnie? Ale czy nie kryje się w takim podejściu jakaś prawda? Mikrobiotyka jest oczywiście bardziej złożona, bo kierując się powyższymi zasadami nie należy przecież wspierać korporacji niszczących planetę, produkujących tanią, chemizowaną żywność, ani przewożenia przez pół świata (prawdziwe koszty są wówczas ukryte) tanich surowców przetwarzanych z wykorzystaniem taniej siły roboczej na drugim końcu ziemi, Niemniej, kiedy mamy na przykład do wyboru wspólne przygotowanie posiłku czy indywidualne, to pierwsze dla planety może być dużo lepsze w ten sam sposób, w jaki podróż pociągiem jest lepsza dla przyrody niż podróż tych samych osób samochodami. Generalna zasada mikrobiotyki brzmi tak, jak od dawna znane hasło ekologów: „mniej znaczy więcej”. Pokarm nie musi być najsmaczniejszy. Pożywienie ma służyć utrzymaniu nas przy życiu i niepowodowaniu problemów w codziennej pracy przeznaczonej dla tego, co dla nas ważne naprawdę. Niedobrze, jeśli to ważne to właśnie konsumpcja. W samym tytule „Makrobiotyka zen” kryje się podstawowa sprzeczność. W ośrodkach zen powiada się, że posiłek to „lekarstwo”. W tradycji hinajany je się dwa posiłki do południa, a potem już nie. To wystarcza. W dodatku są to posiłki złożone z darów okolicznej ludności. Buddyści są naturalnym zapleczem mikrobiotyki, a nie makrobiotyki!


tekst: Janusz Korbel
zdjęcie: Krzysztof Wojciechowski