Home Teksty Archiwum Prenumerata O nas Kontakt Linki English

Następny Poprzedni

          

            Adam Mohr
           
NORKA – OBCY V            

Tytuł nawiązuje do jednego z thrillerów SF nieprzypadkowo. Moją intencją jest zarysowanie sylwetki zwierzęcego bohatera, będącego, w przeciwieństwie do filmowego „obcego”, całkowicie realnie istniejącym składnikiem naszych krajowych ekosystemów. W przeciwieństwie do „obcego”, znanego z ekranów, mój „obcy” może przy spotkaniu budzić sympatię swoim wyglądem, filuternym sposobem przyglądania się obserwatorowi, czy imponować wyjątkową wręcz zwinnością i ruchliwością. Bohaterem tym jest norka amerykańska (Mustela vison) – stosunkowo niewielki, dochodzący do nieco ponad 1 kg masy ciała, ssak z rodziny łasicowatych. Dlaczego nasunęło mi się porównanie do niebezpiecznego filmowego potwora? Uzasadnienie znajdzie czytelnik w dalszej części tekstu.
      

wrzesien_08_a
Sposób żerowania sympatycznej z wyglądu norki amerykańskiej pokazuje, że norka rzadko zjada swoje ofiary, najczęściej je tylko dekapituje (pisklęta) lub zagryza (samice wysiadujące na gniazdach)

O ile stosunkowo wielu z nas ogląda thrillery i jest w stanie opowiedzieć wiele o wrażeniu jakie zrobił na nich filmowy „obcy”, to zaledwie nieliczni z nas zdają sobie sprawę z zagrożeń dla bogactwa naszych biocenoz,  jakie niesie ze sobą obecność tego filigranowego zwierzątka o miłym wyglądzie. Z racji moich zainteresowań naukowych jestem w stanie przytoczyć kilka faktów, które stawiają je w bardzo negatywnym świetle – w roli niebezpiecznego drapieżnika-mordercy, który wpływa bardzo niekorzystnie na populacje przedstawicieli rodzimej fauny tu i teraz. Rozpowszechnienie tej wiedzy wydaje mi się szczególnie ważne wobec groźby powstania towarowej fermy hodowlanej tego ssaka w mojej „małej ojczyźnie”, a za taką uważam środkową część Pomorza, gdzie mieszkam i pracuję – prowadzę faunistyczne badania terenowe wraz z koleżankami i kolegami z Zakładu Zoologii Instytutu Biologii i Ochrony Środowiska Akademii Pomorskiej w Słupsku.

IAS

IAS (Invasive Alien Species) – inwazyjny gatunek obcy – to według definicji gatunek obcego pochodzenia, którego introdukcja (celowe lub niezamierzone wsiedlenie do środowiska, w którym nie występował w przeszłości) i rozprzestrzenianie się zagraża różnorodności biologicznej. Zgodnie z „Europejską strategią dotyczącą inwazyjnych gatunków obcych” (European Strategy on Invasive Alien Species), przyjętą w grudniu 2003 r. przez Strony Konwencji Berneńskiej, której  Polska jest jednym z sygnatariuszy, taki status posiada w naszym kraju norka amerykańska. Warto nadmienić, że w skali globalnej gatunki określane jako IAS, stanowią obecnie największe, obok zanikania siedlisk życiowych, zagrożenie dla bioróżnorodności naszej planety, a problem jest na tyle ważki, że w celu jego kompleksowego rozwiązywania w ostatnich latach utworzono dwie międzynarodowe organizacje: Global Invasive Species Programme (GISP) i Invasive Species Specialist Group (ISSG), działające w ramach IUCN. Dodatkowo, organizacje o szerokim spektrum działania, takie jak UNESCO, UNEP, GEF (Global Environment Facility) i IMO (International Maritime Orgnisation)  stworzyły komórki zajmujące się problemem gatunków obcych. Szczególnie dużo uwagi poświęca się gatunkom inwazyjnym w Konwencji o Ochronie Różnorodności Biologicznej (CBD) oraz wspomnianej już Konwencji Berneńskiej.

Norka amerykańska jest gatunkiem bardziej elastycznym ekologicznie. Odżywia się zwierzętami należącymi do różnych grup systematycznych
– potrafi polować na wszystko,
co występuje w obfitości w jej środowisku życia. Niestety w naturze tego zwierzęcia leży skłonność do uśmiercania znaczne większej liczby ofiar
niż jest w stanie zjeść.
Dokładna data pojawienia się pierwszych osobników norki amerykańskiej w Polsce nie jest znana. Nie znamy także szczegółów dotyczących przebiegu jej szybkiej ekspansji. Pierwsze osobniki pojawiły się na wschodzie kraju w połowie lat 50. Jej rozprzestrzenianie się było bardzo szybkie. Można przyjąć, że na przełomie lat 80/90 minionego stulecia opanowała już w zasadzie większość terenów, stanowiących dogodne dla niej siedliska w całej północnej części kraju – rzeki, rzeczki, starorzecza i jeziora na terenach leśnych lub sąsiadujących z kompleksami leśnymi. Obecnie jej nieprzerwana ekspansja trwa nadal i odbywa się wzdłuż cieków wodnych w kierunku południowym, gdzie ostatnio odkrywane są systematycznie nowe stanowiska.

Mimo że przypadkowi obserwatorzy donoszą o spotykanych mało lękliwych osobnikach podczas dnia, norka amerykańska jest drapieżnikiem o przewadze aktywności nocnej i skrytym trybie życia, a wykrywanie jej obecności na podstawie śladów i odchodów wymaga niemałych kwalifikacji ze względu na możliwość pomylenia ich z podobnymi śladami obecności tchórza. Stąd jest ona trudnym metodycznie obiektem studiów terenowych, a systematyczne badania nad dziką populacją prowadzone są w Polsce od niedawna. Jednak wiele cennych informacji o ekologicznej roli tego drapieżnika dostarczają także badania gatunków ptaków i ssaków, zamieszkujących podobne środowiska i stanowiących potencjalne ofiary norki. Obraz jaki zarysowują wyniki tych badań budzi troskę – na terenach, gdzie norka pojawiła się stosunkowo wcześnie i występuje licznie, odnotowano drastyczny spadek liczebności kilku gatunków ptaków wodnych i ziemnowodnych gryzoni: łyski, perkoza dwuczubego, krzyżówki, dwóch gatunków mew, rybitwy rzecznej, piżmaka i karczownika. A najbardziej niepokojące jest to, że lista gatunków ptaków potencjalnie zagrożonych presją tego drapieżnika obejmuje w zasadzie wszystkie ptaki wodne i błotne, zwłaszcza te budujące gniazda  na ziemi lub w przybrzeżnej roślinności szuwarowej, w tym również te z czerwonych list. Wg najnowszego wydania czerwonej listy zwierząt ginących i zagrożonych w Polsce, spośród 68 gatunków ptaków aktualnie występujących na terenie kraju uznanych za zagrożone i wymierające, aż 36 to gatunki związane z środowiskami wodnymi i wilgotnymi, pokrywającymi się ze strefą penetracji norki. Krajowe populacje lęgowe tych gatunków są skrajnie nieliczne, obejmują niejednokrotnie zaledwie kilkanaście-kilkadziesiąt par lęgowych i grozi im całkowita eksterminacja nie tylko ze względu na zagrożenie utraty siedlisk, ale także ze względu na to, że większość z nich lokuje gniazda i wychowuje młode w strefie żerowania norki.


W czym tkwi niebezpieczeństwo?
wrzesien_08_c
Gniazdo krzyżówki splądrowane przez norkę - pisklęta zagryzione i zdekapitowane

Norka amerykańska zajęła w naszym kraju wolną niszę ekologiczną pozostawioną przez norkę europejską, która onegdaj występowała w Polsce licznie, a obecnie uważa się ją za wymarłą. Mimo, że obie norki zamieszkują podobne środowiska, norka amerykańska jest gatunkiem bardziej elastycznym ekologicznie. Odżywia się zwierzętami należącymi do bardzo różnych grup systematycznych – potrafi polować na wszystko, co tylko występuje w obfitości w jej środowisku życia: ptaki, ssaki, płazy, ryby, gady, skorupiaki, małże i ślimaki. Doskonale pływa i nurkuje, co czyni ją konkurentem wydry. Potrafi jednak znacznie sprawniej niż wydra poruszać się po lądzie i doskonale wspina się na drzewa, choć nie dorównuje w tej umiejętności kunom – tumakowi i kamionce. Można więc powiedzieć, że sukces wyrażający się wzrostem jej liczebności oraz ekspansją w kraju wynika z tego, że trafiła na „wakat” w postaci wolnej niszy ekologicznej, rozciągającej się gdzieś między „etatami” wydry i innych bardziej lądowych łasicowatych. Ktoś mógłby zauważyć: była jedna norka, teraz jest druga – rachunek się zgadza, równowaga w przyrodzie nie została zachwiana. Poza tym mamy całą plejadę rodzimych drapieżników, które jakoś koegzystują ze swoimi ofiarami, nie doprowadzając do ich wyniszczenia, więc w czym tkwi problem? Otóż, przysłowiowy pies jest pogrzebany w tym, że ofiary koewoluują ze swoimi prześladowcami – ci doskonalą swoje strategie polowania na przestrzeni setek pokoleń, a ofiary nabywają stopniowo przystosowań, które minimalizują wpływ drapieżnictwa na ich cykl życiowy. Ten ewolucyjny wyścig zbrojeń przyczynia się do ustalenia względnej równowagi między liczebnością drapieżców i ofiar. Stąd rodzime, dziko żyjące, drapieżniki mają jakby święte – uzasadnione tysiącleciami koewolucji – prawo polowania na swoje ofiary i nie zagrażają im wyginięciem. Chociaż, na marginesie, aby nie być posądzonym o niedostrzeganie zagrożeń płynących ze strony innych niż norka amerykańska drapieżników, muszę podkreślić, że reguła ta nie dotyczy krajowych drapieżników synantropijnych i antropogenicznych – takich, które nauczyły się eksploatować źródła pożywienia utworzone przez człowieka. Mam tu głównie na myśli prawie wszystkie gatunki ptaków krukowatych, masowo szczepione przeciw wściekliźnie lisy korzystające z odpadków ze „stołu pańskiego”, a także zdziczałe drapieżniki udomowione – bezpańskie psy i koty, które często mieszkając w osiedlach ludzkich dożywiają się poza nimi (tzw. drapieżniki antropogeniczne). W skali jaka obowiązuje w mierzeniu czasu ewolucyjnego, ekspansja norki amerykańskiej w Polsce przypomina eksplozję. Kilka dziesięcioleci to czas zbyt krótki, aby krajowe populacje kręgowców, stanowiących jej ofiary, zdążyły wytworzyć przystosowania, umożliwiające minimalizowanie jej wpływu. Np. takie jak nowe strategie zachowaniowe, przejawiające się w zmianie sposobu zakładania gniazda czy żerowania. Norka amerykańska rodzi młode i wykazuje największą aktywność żerową w okresie fenologicznym, w którym nasze ptaki wodne wchodzą w decydujący o ich liczebności i najbardziej newralgiczny moment cyklu życiowego – okres gniazdowy i wodzenia piskląt. Zgodnie ze swą oportunistyczną naturą norka przestawia wówczas swoją strategię polowania i dopada to, co do upolowania najłatwiejsze. Dodatkowo, w naturze tego zwierzęcia leży skłonność do uśmiercania znaczne większej liczby ofiar niż jest w stanie zjeść. Niektórzy uważają, że samice po wyprowadzeniu młodych z nory zabierają je na coraz dłuższe spacery i pokazują im jak należy uśmiercać ofiary. Tak czy inaczej, jeśli dostępność ofiar jest duża (np. w przypadku ptaków gniazdujących w koloniach) dokonują istnej rzezi nie zjadając swoich ofiar (foto). Badania nad składem pokarmu norki, przeprowadzone w Parku Narodowym „Ujście Warty” i na Mazurach wskazują, że gatunek ten w okresie wiosenno-letnim, w miejscach gdzie występują większe koncentracje ptasich gniazd, odżywia się głównie ptakami (jaja, pisklęta i osobniki dorosłe), które stanowią do 90 proc. diety.  


Spadek liczebności ptaków

Jednym z nurtów badawczych ornitologów z Akademii Pomorskiej w Słupsku jest długoterminowy monitoring składu i liczebności ugrupowań ptaków wodnych i błotnych, gniazdujących na terenach stanowiących najcenniejsze, ważne w skali kraju lęgowiska ptaków tej grupy w środkowej części Pomorza. Wyniki systematycznych obserwacji prowadzonych na kilkunastu zbiornikach wodnych wskazują na całkowite załamanie się populacji łyski na większości z nich – w porównaniu z danymi z przełomu lat 70-80 (dobre czasy bez norki) jej liczebność zmniejszyła się o ok. 80 proc. Odnotowano także znaczny spadek liczebności perkozów dwuczubych, krzyżówki, czernicy i kilku innych gatunków. Niestety spadek liczebności i zanikanie lęgowisk ptaków wodnych potwierdzają rezultaty liczeń prowadzonych w zeszłym i bieżącym roku na kolejnych zbiornikach, które włączono do programu badań ze względu na alarmującą sytuację. Wobec braku innych potencjalnych przyczyn obserwowanego regresu (np. drastycznych znaczących zmian siedliskowych)  można twierdzić, że główną tego przyczyną jest działalność norki. Jednak prawdopodobnie wszystko jeszcze przed nami. Najnowsze, jeszcze nie opublikowane rezultaty badań liczebności pospolitych ptaków na wybranych jeziorach mazurskich prowadzone przez magistrantów dr. Marcina Brzezińskiego z UW, pozwalają ocenić spadek liczebności gniazdujących tam łysek na 70-80 krotny w porównaniu z okresem lat 70. Na części badanych jezior gatunek ten w ogóle przestał występować.

Wyspy jeziora Jasień – bezpośrednie dowody zbrodni

wrzesien_08_b
Gniazdo krzyżówki i klujące się pierwsze pisklę w ok. 25 dniu wysiadywania
Dowodów na zbrodniczą działalność norki i jej ogromny wpływ na lęgi ptaków wodnych dostarczają wyniki moich kilkunastoletnich intensywnych badań ekologii lęgów kaczek na wyspach jeziora Jasień – najcenniejszego z awifaunistycznego punktu zbiornika Parku Krajobrazowego „Dolina Słupi”. W połowie lat 80-tych minionego wieku Zakład Zoologii WSP w Słupsku rozpoczął tam badania i realizację programu czynnej ochrony nurogęsia oraz gągoła – nielicznych w kraju gatunków kaczek o interesującej biologii – gatunki te są jedynymi w kraju kaczkami, gniazdującymi w dziuplach drzew. Zastosowaliśmy pomoc lęgową w postaci skrzynek lęgowych o odpowiednich parametrach, wykonanych dzięki współpracy Nadleśnictwa Bytów. W ciągu trzech lat rozmieściliśmy na siedmiu większych wyspach jeziora łącznie blisko 200 takich sztucznych dziupli. Rezultaty były bardzo pomyślne – liczebność nurogęsia w ciągu kilku lat wzrosła z poziomu 8 par lęgowych do ponad 50, a gągoł, który wcześniej w ogóle nie gniazdował na jeziorze, osiągnął liczebność 15 par lęgowych. W początkowym okresie ptaki lęgły się z bardzo dużym sukcesem – w niektórych latach nawet 80 proc. lęgów kończyło się powodzeniem. W 1991 r. na wyspach jeziora pojawiła się na wyspach norka amerykańska – przynajmniej wtedy po raz pierwszy odnotowano ślady jej obecności. Pierwszym rezultatem pojawienia się gościa zza oceanu były jedynie zniszczone gniazda, zawierające uszkodzone jaja i ich skorupy wyżerowane w sposób charakterystyczny dla ssaków łasicowatych. Jednocześnie tzw. sukces gniazdowy zaczął najpierw powoli, a potem gwałtownie spadać. W 1994 r. znalazłem w jednej ze skrzynek pierwszą zagryzioną przez norkę samicę nurogęsia, w kolejnym roku już 2 samice tego gatunku i jedną gągoła, w następnych latach ich liczba stale rosła aż do kilkunastu zarżniętych na gniazdach lub w drodze do nich ptaków – w sezonach 2001-2002. Obrazek był zawsze podobny – frontowa ściana skrzynki ochlapana zaschniętą krwią, a wewnątrz martwa samica z przegryzioną szyją. Zabijane ptaki były rzadko zjadane – zazwyczaj nie nosiły żadnych śladów żerowania albo nadjedzone były tylko mięśnie piersiowe. Norka mordowała zarówno samice nurogęsia, wysiadujące lęgi w skrzynkach, jak i te, które gnieździły się w naturalnych miejscach – pod osłoną zwalonych drzew i w norach pod wykrotami. Niszczyła także gniazda i zabijała siedzące na gniazdach samice krzyżówek i czernic. W jej spichlerzach (norka ma zwyczaj zakładania czegoś w rodzaju magazynów żywności w norach między korzeniami lub wypróchniałych niszach drzew), oprócz pozostałości ofiar wymienionych gatunków, znalazłem też szczątki kilku innych mniej licznie gniazdujących na wyspach ptaków wodno-błotnych – kuliczka i słonki. Jaki jest bilans nieco ponad 10-letniej obecności norki na wyspach jeziora? Z największego w początku lat 90-tych lęgowiska nurogęsia i gągoła w Polsce, grupującego największe lokalne populacje w kraju, pozostały jedynie rudymenty – ok. 5-6 par nurogęsia i kilka par gągoła. Liczebność czernicy, która gniazdowała przed pojawieniem się norki w liczbie do 50 par, waha się obecnie na poziomie 4-10 par. Straty w gniazdach wszystkich wymienionych gatunków i krzyżówki sięgają 90 proc., a w niektórych latach wynoszą nawet 100 proc. Łyska obniżyła swoją liczebność z poziomu 15-20 par do 3-4 par, perkoz dwuczuby z 30-40 par do około 20 par lęgowych. Wycofała się z wysp jeziora całkowicie  notowana tam wcześniej cyraneczka. Nie zmieniła się jedynie liczebność i efekty lęgów łabędzia niemego, którego przed drapieżnictwem norki chronią poważne gabaryty.

Na terenach, gdzie norka pojawiła się wcześnie
i występuje licznie, odnotowano drastyczny spadek liczebności gatunków ptaków wodnych i ziemno-
wodnych gryzoni.
W zasięgu norki amerykańskiej znajdują się nie tylko wszystkie gniazda ptaków, znajdujące się na ziemi, ale także te przy pniach drzew do wysokości 10 metrów! Na tą wysokość, jak wykazały badania radiotelemetryczne dr Magdy Remisiewicz z Parku Narodowego „Ujście Warty”, norka wchodzi bez większych problemów. Obecnie jest tak, że chodząc po wyspach coraz trudniej jest znaleźć coś żywego, a coraz łatwiej trafić na ślady obecności norki: jej nory, odchody, pozostałości i zgryzione pióra ptaków, szczątki płazów, porozrzucane niewielkie rybki z odgryzionymi głowami, pancerze niedojedzonych raków itp. Znikły gdzieś także piżmaki, które w latach 80-tych widywałem stosunkowo często. Gdzie?


wrzesien_08_d
Zagryziona w pobliżu gniazda samica krzyżówk
Dziko żyjąca w Europie populacja norki amerykańskiej została zainicjowana przez osobniki zbiegłe z ferm hodowlanych i jest bez przerwy zasilana takimi uciekinierami. Opublikowane w 2004 r. badania nad występującymi w naturze norkami, oparte o metody izotopowe, wykazały, że 86 proc. żyjących w Danii norek jest uciekinierami z hodowli fermowych. Ucieczki takie są regułą, bowiem nie istnieją zabezpieczenia fizyczne ani procedury, które są w stanie im zapobiec. Norka zabezpieczona jest przed ucieczką jedynie  gdy zamknięta jest w stalowej klatce. Jednak w realiach wielkotowarowej hodowli fermowej klatka taka musi być otwierana i to bardzo wiele razy w czasie co najmniej kilkumiesięcznego życia każdego, znajdującego się w niej zwierzęcia. Składa się na to potrzeba wykonywania doraźnych zabiegów weterynaryjnych, szczepień ochronnych, usuwania trupów padłych osobników, doboru osobników do kojarzeń, rozsadzania młodzieży, rozdzielania agresywnych w stosunku do siebie zwierząt, poddawania zwierząt chorych kwarantannie. Te wszystkie zabiegi i inne mniej przewidywalne, jak i wreszcie wyekspediowanie zwierząt w ostatnią drogę – do uboju – wymagają wielokrotnego otwierania klatek i łapania każdego osobnika w cęgi. Jaka jest masowość tych czynności, np. w okresie przypadającego na listopad i grudzień uboju, może sobie wyliczyć każdy, kto wyobrazi sobie około 150 000 klatek, a w nich powiedzmy 400 000 norek, które trzeba jedynie uśmiercić (dla uproszczenia zrezygnujmy w naszym wyliczeniu z innych czynności wymagających chwytania zwierząt). Nic więc dziwnego, że w fermach norki, posiadających nawet wiele mniejszą obsadę, w których liczba zwierząt przypadająca na jednego zajmującego się nimi pracownika jest nieporównywalnie mniejsza, w strefie między otaczającym obiekt murem a klatkami, funkcjonuje stale frakcja zbiegłych – półwolnych – osobników (vide Internet). Dodajmy jeszcze, że o ile istnieją prawne możliwości monitorowania emisji zanieczyszczeń chemicznych i fizycznych w hodowlach norek, to zjawisko ucieczek, żadnej kontroli nie podlega. 

tekst i zdjęcia: Adam Mohr