Home Teksty Archiwum Prenumerata O nas Kontakt Linki English

Następny Poprzedni

          

            Małgorzata Torbé
           
Roślinni przybysze            

Wyobraźmy sobie, że przeprowadzamy sondę uliczną pytając przechodniów podążających w sobie znanym kierunku i kierowców chwilowo zatrzymanych na czerwonym świetle, o to co różni rośliny od zwierząt. Jakiej odpowiedzi możemy się spodziewać? Otóż zapewne większość przemieszczających się aktualnie ludzi na pierwszym miejscu wymieni właśnie ową zdolność poruszania się. Bowiem rośliny umocowane korzeniami w podłożu wydają się nam, istotom niesłychanie aktywnym, nieruchome.
      

grudzien_08_c
Niecierpek gruczołowaty (Impatiens glandulifera)

Tymczasem okazuje się, że rośliny, podobnie jak ludzie i zwierzęta, realizują w swoim życiu potrzebę zdobywania nowych przestrzeni życiowych. Pokonują odległe dystanse, a przekraczając administracyjne granice państw i geograficzne bariery w postaci gór, rzek i oceanów, osiedlają się niejednokrotnie daleko od swoich ojczyzn. Niestrudzonym roślinnym wędrowcom pomagają: wiatr i woda, a często mniej lub bardziej świadomie, człowiek. Tak, że w końcu osiągają cel podróży jako przypadkowi goście lub na wyraźne zaproszenie, jak np. robinia akacjowa (akacja biała), daglezja czy czeremcha amerykańska. W tym miejscu być może czytelnik zdziwi się, że „naszej poczciwej akacji” przypisuje się obcy rodowód. Występuje przecież powszechnie, sprawiając wrażenie, że jest obecna w polskim krajobrazie od zawsze. To „zawsze” trwa od XVII wieku, kiedy to robinię akacjową (Robinia pseudoacacia) sprowadzono z Ameryki Północnej. A ponieważ okazała się bardzo użyteczna i pożyteczna, szybko zrobiła karierę... Bywa sadzona na zboczach, hałdach, wysypiskach i lotnych piaskach ponieważ nie jest wymagająca, za to szybko i łatwo tworzy liczne pędy odroślowe i odrosty korzeniowe. Rośnie w parkach, wzdłuż dróg ciesząc oko i nie tylko... Bo któż z nas nie zachwyca się zapachem obficie kwitnących robinii przypominającym, że wakacje tuż, tuż... W tym czasie również pszczoły są zadowolone z obfitości pożytku, potem jesienią ich wysiłki mogą docenić amatorzy słodkości delektując się akacjowym miodem. A kiedy drzewo zakończy wegetację, żyje drugim życiem, bo drewno robinii akacjowej jest bardzo cenione. Takim uznaniem nie cieszy się sprowadzony w tym samym czasie i z tego samego kraju klon jesionolistny (Acer negundo), który właściwie bywa sadzony tylko ze względu na walory estetyczne.

Ameryka Północna jest również ojczyzną iglastego drzewa – daglezji zielonej, którą europejscy leśnicy zainteresowali się w XIX wieku. Oczekiwania były duże ponieważ wiedziano, że drzewo to „u siebie” rośnie szybko osiągając świetną jakość drewna i imponującą wysokość – około 100 m! Rzeczywistość europejska okazała się mniej optymistyczna –  nie dość, że daglezje „na obczyźnie” dorastają zaledwie do 40 m, to niektórym mylą się ze świerkiem.

grudzien_08_a
Czeremcha amerykańska (Padus serotina)

Natomiast drzewem doskonale rozpoznawalnym przez każde dziecko jest kasztanowiec biały. Za ojczyznę tego gatunku uważa się Bałkany, a szczególnie zaciszne, wilgotne i żyzne tereny Macedonii. W połowie XVI wieku kasztanowiec biały został introdukowany do Turcji, później pojawił się w Wiedniu i Pradze, a na początku następnego stulecia sadzono go już w ogrodach Francji i Anglii. Czyją zasługą, Bony czy Stefana Batorego, było sprowadzenie kasztanowców do Polski – tego nie wiemy. Ze starej prywatnej korespondencji, rozmaitych ksiąg rachunkowych, sprawozdań oficjalistów dworskich, zapisków i notatek, relacji z podróży wiadomo natomiast, że od XVII wieku rosła popularność kasztanowców w Polsce i nie było mowy, aby bez nich urządzać parki i ogrody wokół reprezentacyjnych siedzib i rezydencji, a nawet znacznie mniej okazałych dworów szlacheckich. Również i dziś trudno sobie wyobrazić jakiekolwiek założenie parkowe bez kasztanowców. Tysiące drzew tego gatunku rośnie wzdłuż ulic wszystkich polskich miast, przy wiejskich drogach, wokół szkół i kościołów, na cmentarzach, w lasach, można, więc powiedzieć, że są one wszędzie... Niestety, jeszcze do niedawna uważane za jedne z najzdrowszych drzew, aktualnie bardzo cierpią z powodu: degradacji środowiska miejskiego, zasalania gleby, przedłużających się okresów suszy letniej oraz inwazji szkodnika należącego do rzędu motyli – szrotówka  kasztanowiaczka. Ale to już inna historia...

W przeciwieństwie do „dawno zaproszonych” czeremcha amerykańska (Padus serotina) swą karierę rozpoczęła niedawno. Była powszechnie podsadzana i jako dość ekspansywny antropofit obficie kwitnący i owocujący, wytwarzający nasiona przenoszone przez ptaki, rozprzestrzeniała się szybko. Możemy ją więc łatwo zauważyć w podszycie naszych lasów. Aby uniknąć pomyłki podczas identyfikacji podajemy rysopis: forma krzewiasta, znaki szczególne:      ciemnozielone, błyszczące, jajowate lub lancetowate liście oraz białe kwiaty, zebrane w 15- centymetrowe grona pojawiające się w maju i czerwcu. Ostrzegamy – zachwyt tą rośliną minął i aktualnie w opinii leśników czeremcha amerykańska uznawana jest za ekspansywny chwast. 

Pojawianie się obcych gatunków, które konkurują z naszymi rodzimymi, wypierając je często z naturalnych i półnaturalnych zbiorowisk, powoduje zatratę specyficzności rodzimej flory.

Podobnie złą opinię wśród botaników mają występujące w zbiorowiskach naturalnych niecierpki, które równocześnie jako odmiany ozdobne cieszą się uznaniem ogrodników. Do rozprzestrzeniania się trzech pięknych przybyszy: niecierpka drobnokwiatowego (Impatiens parviflora), gruczołowatego (I. glandulifera) i pomarańczowego (I. capensis) przyczyniła się różnorodna działalność człowieka: rozwój transportu, ożywienie wymiany handlowej i prac badawczych; konsekwencją, czego było sprowadzenie „roślinnych nowości” do ogrodów botanicznych oraz hodowla roślin ozdobnych.

grudzien_08_f
Niecierpek pospolity (Impatiens noli-tangere)

Pierwszym gatunkiem, który rozpoczął swój triumfalny pochód przez Europę był niecierpek drobnokwiatowy. Z liściastych górskich iglastych, a także wilgotnych łęgowych lasów Ameryki Środkowej wyemigrował do Europy, gdzie po raz pierwszy został zidentyfikowany w latach 30-tych XIX w. w Genewie. Obecnie niecierpek drobnokwiatowy „rozpanoszył” się w całej Europie Środkowej nie tylko jako chwast ogrodowy, ale także jako składnik runa lasów olszowych, łęgowych, buczyn i grądów, nie „gardząc” także zbiorowiskami ruderalnymi bogatymi w związki azotowe. 

Podobnie dobrze poczuł się w Europie również jego azjatycki kuzyn – niecierpek gruczołowaty. Wyjątkowo okazały, dorastający do 3 m, atrakcyjną barwą i kształtem oraz balsamicznym zapachem kwiatów wabi rzesze trzmieli, pszczół i os w lasach, ziołoroślach i trzcinowiskach rosnących w bliskim sąsiedztwie wód.

Trzeci z przybyszów to niecierpek pomarańczowy, który w swej ojczyźnie – Ameryce Północnej z powodu pięknych pomarańczowych kwiatów, przybierających kształt trąbki, zyskał miano klejnotu wśród chwastów. Nic, więc dziwnego, że do Anglii został sprowadzony jako roślina ozdobna. Kiedy zdziczał, rozprzestrzenił się na brzegach rzek – głównie Tamizy i jej dopływów, potem trafił do Francji. Po raz pierwszy w Polsce niecierpek pomarańczowy został zidentyfikowany w 1987 roku na południowo-zachodnim wybrzeżu Zalewu Szczecińskiego. Aktualnie najliczniej występuje w lasach łęgowych u podnóża klifu martwego w okolicach Trzebieży jako jeden z głównych składników runa, a także w lądowym szuwarze trzcinowym.  Dotychczas nie wyjaśniono, kiedy i w jakich okolicznościach gatunek ten znalazł się nad Zalewem Szczecińskim, choć można domyślać się, że tajemnica pojawienia się ma związek z bliskością toru wodnego Szczecin-Świnoujście. 

Co zdecydowało o „sukcesie” ekspansywnych niecierpków? Wydaje się, że najważniejszymi atutami w zdobywaniu nowych przestrzeni były: szeroka amplituda ekologiczna, długi okres kwitnienia, możliwość skutecznego zapylania przez wiele gatunków owadów oraz zdolność „wystrzeliwania” nasion na odległość około 3m!

grudzien_08_e
Niecierpek pomarańczowy (Impatiens capensis)

Kiedy śledzi się historie neofitów i obserwuje efekty ich ekspansywnych zachowań nasuwa się pytanie, co można było zrobić, aby powstrzymać bieg wydarzeń? Czy nie wypada tylko po prostu przyznać, że sprzyjając, czasem nieświadomie, choć w dobrej wierze rozwojowi sytuacji, bardzo szybko tracimy nad nią kontrolę? Ktoś spyta skąd te dramatyczne pytania? Cóż tak strasznego się dzieje? Tyle hałasu z powodu kilku drzew i pięknie kwitnących roślin zielnych? Uzasadnienie dezaprobaty znalazłoby się zaledwie w przypadku barszczu Sosnkowskiego, który wywołując poparzenia skóry zyskał złą sławę jako zagrażający ludzkiemu zdrowiu. Otóż pojawianie się obcych gatunków, które konkurują z naszymi rodzimymi, wypierając je często z naturalnych i półnaturalnych zbiorowisk, jest elementem całego procesu synantropizacji. Spiesząc z wyjaśnieniem tego terminu należy podkreślić najważniejsze: synantropizacja jest procesem, który prowadzi do zastępowania w przyrodzie elementów lokalnych, swoistych, o wąskiej amplitudzie ekologicznej, przez elementy kosmopolityczne, obce o szerokim zakresie tolerancji. Konsekwencją tego procesu jest zatrata specyficzności rodzimej flory. A to już niedobrze...

grudzien_08_c
Niecierpek gruczołowaty (Impatiens glandulifera)

Przyrodnicy, zatroskani tym stanem rzeczy są zdania, że istnieją możliwości wyhamowania tempa synantropizacji. Aby osiągnąć ten cel należałoby przede wszystkim powstrzymać leśników od wprowadzania gatunków obcego pochodzenia, takich jak: czeremcha amerykańska, ale także robinia, dąb czerwony, sosna wejmutka, klon jesionolistny, śnieguliczka, ligustr, topinambur. Podczas planowania składu gatunkowego drzewostanu, podszytu, upraw, krzewiastych pasów osłonowych warto wzorować się na naturalnych zbiorowiskach leśnych i na diagnozie roślinności potencjalnej, czyli takiej, która w sposób naturalny przypisana jest danemu obszarowi. W składach gatunkowych upraw należy uwzględniać taksony domieszkowe występujące w zbiorowiskach naturalnych, np. jesion w olszowych łęgach przystrumykowych. Nie wolno dążyć do eliminowania żadnego gatunku występującego w zbiorowiskach naturalnych, nawet, jeśli nie ma on większej wartości gospodarczej, jak np. osika w grądach. Należy natomiast unikać pokusy wzbogacania zbiorowisk leśnych za wszelką cenę, istnieją, bowiem lasy z natury ubogie, np. bory sosnowe, buczyny pomorskie. Rzeczą niesłychanie ważną jest poszanowanie naturalnych własności siedlisk, takich jak stosunki wodne. Niedopuszczalne jest więc osuszanie bagiennych lasów olsowych i łęgowych oraz siedlisk torfowych.

Na proces synantropizacji można wpływać ograniczając prowadzenie szlaków komunikacyjnych przez las, unikając transportu rzeczy pochodzących spoza niego, a także przeznaczając tylko określone przestrzenie na cele rekreacyjne. 

W obliczu zagrożenia, jakie stanowi synantropizacja w zbiorowiskach naturalnych, warto z przekonaniem stosować powyższe zalecenia i ograniczenia. Źródłem przeświadczenia o celowości takich działań powinna być oczywiście wiedza ekologiczna i chęć jej zgłębiania. Opracowanie w przyszłości „Czarnej Księgi neofitów” zawierającej metody ich zwalczania będzie zapewne w tym względzie bardzo cennym przedsięwzięciem. 



tekst i zdjęcia: dr Małgorzata Torbé