Home Teksty Archiwum Prenumerata O nas Kontakt Linki English

Następny Poprzedni

          

            Monika Romańska
           
GMO - mamy prawo wiedzieć            

„Masz prawo wiedzieć i korzystać z tego że wiesz”  zgodnie z tą zasadą Centrum Informacji o Środowisku realizowało w 2008 r. kampanię „Genetycznie modyfikowane organizmy a środowisko przyrodnicze”, składającą się z szeregu konferencji i seminariów organizowanych w wielu miastach, a skierowanych do społeczeństwa – organizacji konsumenckich, administracji publicznej, rolników, przedsiębiorców. Podczas spotkań poruszane były aspekty społeczne, ekonomiczne, prawne i środowiskowe obecności GMO, a prelegenci prezentowali różne stanowiska i poglądy. 
      

styczen_09_a
64 proc. produkowanej na świecie soi to soja GM (stanowiąca również składnik pasz dla zwierząt), fot. M. Romańska

Genowy alfabet

Organizm Genetycznie Zmodyfikowany (GMO – od angielskiego Genetically Modified Organisms) to organizm inny niż organizm człowieka, w którym materiał genetyczny został zmieniony w sposób niezachodzący w warunkach naturalnych wskutek krzyżowania lub naturalnej rekombinacji. – Każda komórka żywego organizmu zawiera pełną informację genetyczną – mówi dr Sławomir Sowa z Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin. – System zapisu informacji genetycznej jest uniwersalny wśród wszystkich organizmów żywych. Jest to „alfabet”, który wykorzystują zarówno mikroorganizmy, jak i rośliny oraz zwierzęta. Dzięki temu, że zapis ten jest uniwersalny, możemy przenosić geny pomiędzy różnymi organizmami.

Organizmy genetycznie zmodyfikowane nazywane sa take organizmami transgenicznymi. Transgeneza to proces wprowadzania określonego fragmentu DNA do genomu biorcy. Gatunki roślin i zwierząt ulegały przez wieki modyfikacjom, które zachodziły w rezultacie ewolucji, hodowli, a obecnie także inżynierii genetycznej. Porównując tradycyjną hodowlę z inżynierią genetyczną dr Sowa podkreśla, że pierwsza powoduje przenoszenie tysięcy genów warunkujących różne cechy, jest ograniczona tylko do gatunków krzyżujących się i uzyskanie danej cechy jest procesem długotrwałym. Inżynieria genetyczna zaś pozwala na przenoszenie pojedynczych genów warunkujących znane cechy i na przenoszenie genów pomiędzy gatunkami, ale jest z kolei technologią drogą. Zastosowanie praktyczne inżynierii genetycznej to „ulepszanie” roślin – wprowadzanie pożądanych cech, np. tolerancji na herbicydy lub stres środowiskowy, odporności (na patogeny, owady, wirusy, bakterie), produkcję białek. Organizmy GMO znajdują na świecie zastosowanie w rolnictwie, produkcji biopaliw, bioplastików (biodegradowalnego plastiku, który szybciej rozkłada się w środowisku), biofabryk (produkcja substancji wykorzystywanych w medycynie, np. szczepionek, insuliny, hormonów) czy fitoremediacji (usuwanie zanieczyszczeń ze środowiska).

styczen_09_d
Aktywiści Greenpeace oznakowali pole genetycznie modyfikowanego rzepaku hasłem „GMO nie zna granic” (fot. Greenpeace)

Na świecie najbardziej popularne są uprawy transgenicznej soi, rzepaku, kukurydzy i bawełny. 64 proc. produkowanej na świecie soi to soja GM (stanowiąca również składnik pasz dla zwierząt, także w Polsce), 43 proc. bawełny, 24 proc. kukurydzy (w USA 80 proc. kukurydzy to GM). Najpopularniejszą cechą w tych roślinach jest tolerancja na herbicydy, dalej tolerancja na patogeny, tworzone są także rośliny posiadające kilka nowych genów łącząc kilka pożądanych cech. Należy rozróżnić kilka kwestii związanych z obecnością GMO. Jedną sprawą są zamknięte uprawy doświadczalne, inną dopuszczenie do uprawiania GMO, a jeszcze inną dopuszczenie do obrotu GMO na rynkach UE. W Unii Europejskiej jak dotąt zezwolono na uprawy tylko jednej odmiany GMO – kukurydzy M810. Największe jej uprawy znajdują się w Hiszpanii, Francji (w 2008 r. Francja wprowadziła jednak zakaz uprawy kukurydzy MON 810), Czechach i w Portugalii. Oficjalne dane dotyczące Polski mówią o 3 tys. ha upraw kukurydzy, niemniej jednak wszyscy podkreślają, że zapewne jest wiele upraw nie rejestrowanych, ponieważ polskie prawo nie wymaga od rolników informowania i rejestrowania upraw GMO. Jako żywność w Europie dopuszczono dotychczas tylko rośliny do obrotu – są to soja, kukurydza, rzepak i burak. Obecnie 26 rodzajów modyfikacji znajduje się w Rejestrze Żywności GM  i Pasz GM w UE. Oznacza to, że nawet gdyby Polska opowiadała się przeciwko wprowadzeniu do obrotu nowych GMO z przeznaczeniem na żywność, to zgodnie z zasadą swobodnego przepływu towarów, GMO które znajdują się w Rejestrze będą mogły znajdować się wciąż na polskim rynku.

Genetycznie modyfikowane zwierzęta są wykorzystywane do badań medycznych, produkcji biofarmaceutyków, otrzymywania zwierząt o większej odporności na choroby i pasożyty. Zwierzęta GMO nie są dopuszczone jako żywność na rynku europejskim. Z kolei genetycznie modyfikowane mikroorganizmy wykorzystywane są w medycynie (produkcja białek i szczepionek), ochronie środowiska (organizmy pionierskie, produkcja detergentów), przemyśle spożywczym (np. browarnictwie), celulozowo-papierniczym, czy elektronicznym.

styczen_09_e
Hiszpańscy rolnicy ekologiczni palą zbiory kukurydzy po ujawnieniu jej zanieczyszczenia przez GMO z nieodległych pól uprawnych (fot. Greenpeace)

Nadal, mimo wieloletnich badań, nie wiemy czy spożywanie genetycznie modyfikowanej żywności jest bezpieczne dla naszego zdrowia. W kilku instytutach w Europie prowadzi się badania nad wpływem genetycznie modyfikowanych organizmów na organizmy żywe. Ogłoszone w listopadzie 20008 r. długoterminowe badania, zlecone przez Austriacką Agencję ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności, potwierdziły, że zmodyfikowana genetycznie kukurydza poważnie wpływa na zdrowie reprodukcyjne myszy. Karmienie myszy kukurydzą GM firmy Monsanto doprowadziło do ich niższej płodności i mniejszej masy ciała w kolejnych pokoleniach. – To są bardzo niepokojące sygnały, mówiące o tym, że technologia modyfikacji genetycznych jest niestabilna, a jej skutki są nieprzewidywalne – podkreśla Marek Kryda z Koalicji „Polska wolna od GMO”. – Mówi się na przykład, że w wyniku spożywania GMO zaczynają się modyfikować bakterie bytujące w układzie pokarmowym, a odporność na antybiotyki może rozprzestrzeniać się wśród bakterii włąśnie w wyniku manipulacji genetycznych.

Udowodniono już, że soja ma generalnie tendencje do alergizowania, a soja modyfikowana genetycznie jeszcze większe, m.in. ze względu na pozostałości środków chemicznych. Na świecie obserwuje się ogromny wzrost chorób alergicznych, także wśród dzieci żyjących na wsi. Jest zatem wiele czynników alergizujących, o których nawet nie wiemy. Konsument nie jest informowany na przykład o tym, że produkty, które spożywa pochodzą od zwierząt karmionych GMO. A każdy z nas chce mieć prawo wyboru w kwestii spożywanych pokarmów. Przeciwnicy GMO, którzy ostrzegają o niepłodności i innych zagrożeniach dla zdrowia, domagają się wprowadzania natychmiastowego zakazu dla GMO w celu ochrony zdrowia ludzi i płodności kobiet na całym świecie.

Europa nie chce GMO

Na świecie oficjalnie 23 kraje wprowadziły uprawy genetycznie modyfikowanych roślin – większość krajów Ameryki Północnej i Południowej, Australia, kilka krajów Europy Zachodniej i Azji Południowej. Obawiamy się zjawiska uwalniania produktów GMO do środowiska. – W odróżnieniu od skażenia chemicznego, skażenie GMO, czyli uwolnienie genów do środowiska, jest nieodwracalne. Ilość tych genów zamiast maleć, będzie narastać – mówi Marek Kryda. Podkreśla się wpływ genetycznie modyfikowanych roślin na zubażanie różnorodności biologicznej naszego środowiska. Różnorodność rolniczą tworzą obszary pól z roślinnością uprawową oraz roślinnością towarzyszącą (zwaną chwastami), łąki i pastwiska (o charakterze półnaturalnym, utrzymujące się dzięki działalności człowieka, ale charakteryzujące się bogactwem gatunkowym), a także zadrzewienia i zarośla śródpolne (przede wszystkim gatunki rodzime drzew i krzewów), które chronią różnorodność biologiczną zapewniając ostoję dla wielu zwierząt, ptaków oraz zwiększają efektywność biologicznej walki ze szkodnikami (są miejscem bytowania owadów drapieżnych i pasożytniczych). – W wyniku intensyfikacji rolnictwa w uprawie roślin i hodowli zwierząt zaczęły dominować najbardziej wydajne odmiany roślin i rasy zwierząt. Około 4.000 lat p.n.e. ludzie spożywali 2 tys. gatunków roślin, w 1825 r. n.e. około 250 gatunków roślin, a pod koniec XX jedynie 180 gatunków roślin, z czego 6 gatunków dostarcza 90 proc. żywności pochodzenia roślinnego – mówi dr inż. Agnieszka Ciesielska z Zakład Ogólnej Uprawy Roli i Roślin Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. – W konsekwencji doprowadziło to do zubożenia krajobrazu rolniczego, nastąpiła zamiana jego mozaikowatego charakteru na duże obszarowo, monokulturowe pola lub prowadzenie jednokierunkowej, masowej hodowli zwierząt.

Wiele dawniej uprawianych odmian roślin dziś już zostało całkowicie wycofanych z uprawy, wzrosła natomiast  liczba rejestrowanych nowych odmian, głównie zagranicznych. Jedynie wśród odmian zbóż, ziemniaka i roślin strączkowych nadal dominują odmiany krajowe.

styczen_09_f
Członkowie Greenpeace rozkładają petycję zawierającą milion podpisów przed siedzibą Komisji Europejskiej w Brukseli w proteście przeciwko wykorzystaniu organizmów GM w paszach dla zwierząt (fot. Greenpeace)

W Polsce cały czas spada akceptacja społeczna dla produktów zawierających organizmy transgeniczne, głównie ze względu na brak rzeczowej informacji o zagrożeniach i korzyściach związanych z użyciem GMO. – Bardzo mało się mówi o tym, ile mamy produktów GMO na rynku – podkreśla Marek Kryda. – Jest to zadziwiające w czasach, kiedy akcentuje się się, że konsument ma prawo wyboru. Sztandarowym przykładem sa produkty mięsne, szczególnie te wysoko przetworzone, jak parówki, gdzie znajduje się białko sojowe, ale nie mówi się, że jest to soja GMO.

Nie tylko Polska przeciwstawia się uprawom GMO, w gronie tym są m.in. Austria, Włochy, Francja, Grecja, Węgry. Jak podkreśla Marek Kryda, w Unii Europejskiej 172 duże regiony i około 4500 mniejszych (odpowiadających naszym powiatom i gminom) zadeklarowało się jako strefy wolne od GMO. Na przykład strefami wolnymi od GMO ogłosiły się: 44 hrabstwa w Angli, cała Grecja i Austria, we Francji 14 z 21 regionów, a we Włoszech 90 proc. powierzchni kraju. Unia Europejska będzie więc musiała się wkrótce jasno wypowiedzieć w kwestii GMO. Komisarz ds. Środowiska Stavros Dimas już rok temu nie dopuścił do upraw kilku kolejnych odmian kukurydzy GM, opierając się na zastrzeżeniach naukowych co do ich bezpieczeństwa. – Z punktu widzenia Komisji Europejskiej dane państwo członkowskie UE może zakazać upraw modyfikowanych genetycznie, jeżeli uzyska nowe lub dodatkowe informacje mające wpływ na ocenę ryzyka dla zdrowia ludzkiego lub środowiska naturalnego – mówi Marek Kryda. Na przykład w Niemczech nowe prawo regulujące kwestie GMO i biotechnologii mówi, iż produkty żywnościowe będa mogły być oznaczane jako „wolne od GMO” – gdy będą zawierać maksymalnie do 0,9 proc. dodatku modyfikowanego genetycznie. Mleko, mięso, jaja i ich produkty będą mogły zostać znakowane jako „wolne od GMO” tylko wtedy, gdy zwierzęta, od których pochodzą, nie były wcześniej karmione paszą zawierającą GMO.

Prawne niedoskonałości

Kwestie uwalniania organizmów genetycznie modyfikowanych do środowiska regulują w krajach Unii Europejskiej Dyrektywa 2001/18/WE, a w Polsce Ustawa z dnia 22 czerwca 2001 r. o organizmach genetycznie zmodyfikowanych. Mówi ona, iż zamierzone uwolnienie GMO to każde działanie polegające na zamierzonym wprowadzeniu do środowiska GMO lub ich kombinacji bez zabezpieczeń mających na celu ograniczenie kontaktu GMO z ludźmi i środowiskiem. Nowy projekt ustawy regulujący niewyjaśnione dotychczas kwestie jest po uzgodnieniach międzyresortowych i konsultacjach społecznych. Ważniejsze zasady rządzące regulacjami UE w sprawie GMO to:
* Zasada przezorności – nakazuje zastosowanie środków zapobiegawczych tam, gdzie dane naukowe odnośnie możliwości wystąpienia zagrożeń są niewystarczające, niekonkluzywne bądź niepewne, zaś wstępna ocena naukowa wskazuje na możliwość wystąpienia zagrożeń;
* Zasada „case by case” – nakazuje traktować każdy przypadek GMO indywidualnie, bez wyciągania ogólnych wniosków co do bezpieczeństwa lub niebezpieczeństwa związanego z użyciem GMO;
* Poszanowanie praw konsumenta m.in. do wyboru pomiędzy produktami zmodyfikowanymi i niezmodyfikowanymi.

styczen_09_c
Dziko rosnący rzepak przy drodze w japońskim porcie Yokkaichi, gdzie rzepak GM był importowany. Testy wykazały, że genetycznie modyfikowany rzepak został niezamierzenie uwolniony do środowiska wzdłuż dróg transportu nasion (fot. Greenpeace)

Obowiązujące w Polsce przepisy nie regulują wielu ważnych kwestii, na przykład zachowania odległości pomiędzy uprawami konwencjonalnymi, ekologicznymi i GMO. Brak obowiązku zgłaszania i rejestracji upraw GMO skutkuje zupełną utratą kontroli nad tymi organizmami, weźmy przykład wypożyczalni sprzętu rolniczego, jak łatwo rozprzestrzenić GMO korzystając z siewnika, którym wcześniej wysiewano nasiona modyfikowane genetycznie. Rolnicy ekologiczni czują się zagrożeni, ponieważ nawet najmniejszy procentowy udział GMO w ich plonach powoduje utratę certyfikatu żywności ekologicznej. Wielu rolników zupełnie nie informuje o wykorzystaniu nasion GMO, na przykład mówi się, że w woj. zachodniopomorskim ok. 2 proc. upraw rzepaku to uprawy GMO. A pamiętajmy, że wielu rolników sprzedaje swoje plony na rynkach unijnych, gdzie normy domieszek GMO mogą być restrykcyjne i wielu rolników może utracić odbiorców wskutek nieprecyzyjnych uregulowań prawnych.

Wydaje się równie niedopracowany problem stosowanych pasz. Polska importuje 2 mln ton śruty sojowej z Ameryki Południowej. – Jak to się mogło stać, że jesteśmy tak bardzo uzależnieni od monopolu jednej firmy sprowadzającej ogromne ilości śruty sojowej? Dlaczego polski rolnik nie może uprawiać wysokobiałkowej śruty, zamiast sprowadzać GMO z dalekiego kraju? – pyta Marek Kryda. Z jednej strony przepisy unijne traktują rolnika nie tylko jako producenta żywności, ale też jako „opiekuna ziemi” („stewardship of the land”), oferując programy rolnośrodowiskowe, a z drugiej strony nie regulują na przykład spraw intensywnego chowu zwierząt, dla potrzeb którego importuje się ogromne ilości śruty sojowej GM.
   
Zarówno zwolennicy, jak i sceptycy co do wprowadzania GMO podkreślają, by mówiąc o GMO definiowano o jakim konkretnie organizmie dyskutujemy, ponieważ GMO to różne organizmy, o różnych cechach i różnym zastosowaniu, a każdy przypadek należy rozpatrywać osobno. Inaczej oceniamy GMO kiedy uświadomimy sobie, że ludzie cierpiący na choroby genetyczne, nowotworowe lub oczekujący na przeszczepy widzą w inżynierii genetycznej szansę na uchronienie siebie i swoich dzieci przed nieuleczalną chorobą. Inaczej, kiedy widzimy zagrożenie dla bioróżnorodności naszego środowiska naturalnego.

tekst: Monika Romańska