Home Teksty Archiwum Prenumerata O nas Kontakt Linki English

Następny Poprzedni

          

            Monika Romańska
           
Przepis na katastrofę            

            Przemysłowa hodowla świń kolebką świńskiej grypy

       

Władze sanitarne USA przyznały, że to w Stanach Zjednoczonych, a nie w Meksyku, znajduje się źródło wirusa A/H1N1, wywołującego świńską grypę. Amerykańskie Centrum Kontroli Chorób potwierdziło, że pierwsze przypadki wirusa odkryto na przemysłowych farmach trzody chlewnej w USA. Do tej pory epidemiolodzy byli przekonani, że „pacjent zerowy” pochodził z meksykańskiego miasta La Gloria, to właśnie tam – z powodu niskich standardów sanitarnych – miała narodzić się choroba, która wywołała panikę na całym świecie.

O używanie nazwy „grypa meksykańska” zamiast „świńska” zaapelowało WHO, pod naciskiem producentów wieprzowiny obawiających się obniżenia sprzedaży mięsa wieprzowego. Okazuje się jednak, że wirus nie pochodzi z Meksyku, a to sami hodowcy przemysłowi są winni rozszerzającej się na świecie epidemii. Stłoczenie zwierząt na fermach przemysłowych stwarza bowiem idealne warunki hodowlane dla rozwoju nowych wirusów. Naukowcy wyrazili tezę, że to przemysłowa hodowla oraz długodystansowe transporty żywych zwierząt doprowadziły do pojawienia się źródeł obecnego zagrożenia świńską grypą.

czerwiec_09_bWstępna analiza wirusa grypy H1N1 wyizolowanego z ludzkich przypadków zachorowań w Kalifornii i Teksasie ujawniła, że sześć z ośmiu genowych segmentów wirusa powstało z północnoamerykańskiej odmiany świńskiej grypy, która okresowo pojawia się od 1998 r., kiedy to nowa odmiana została zidentyfikowana w Północnej Karolinie. Nie może być przypadkiem, że pierwszy potwierdzony przypadek zachorowania na świńską grypę wśród ludzi stwierdzono w dużej bliskości od największej fabryki w Meksyku, która ubija rocznie niemal milion świń.

Ta analiza, najpierw ogłoszona przez naukowców z Centrum Biologii i Bioinformatyki amerykańskiego Uniwersytetu Columbia oraz Instytut Badań Zaawansowanych w Princeton (Institute for Advanced Study – IAS), została obecnie potwierdzona przez badaczy z Uniwersytetu w Edynburgu, St. Jude's Children's Research Hospital oraz przez wirusologa Rubena Donisa, szefa wirusologii molekularnej i działu szczepionek z amerykańskiego Centers for Disease Control and Prevention. – Wirus świńskiej grypy z pewnością pochodzi z farm amerykańskich. Ale jeśli w Europie metody hodowli będą coraz bardziej intensywne, scenariusz może zostać powtórzony na Starym Kontynencie – ostrzega Raul Rabadan, jeden z badaczy Columbia University.  

Ludzka i świńska influenca

Najgorszą epidemią w historii ludzkości była wywołana przez wirus H1N1 grypa zwana „hiszpanką”, która zdołała zabić 50-100 mln ludzi podczas pandemii w 1918 r. Żadna choroba, wojna czy głód nie zabiły tak wielu ludzi w tak krótkim czasie. Niektórzy współcześni epidemiolodzy uważają, że już ten wirus zdolny był to przełamania barier gatunkowych i przenosił się z ptaków na ludzi. Następnie ludzie przekazali wirusa świniom, gdzie rozwijał się i zmieniał, stając się jedną z najczęstszych chorób układu oddechowego wśród świń na farmach w Ameryce Północnej. Uważa się, że nowy wirus świńskiej grypy, odkryty pierwotnie wśród świń w 1998 r., miał materiał genetyczny w znacznym stopniu zbliżony ze słynną hiszpanką, przyswoił także dwa segmenty genów z wirusa ptasiej grypy, stając się jak dotąd nigdy nie spotkanym potrójnym virusem-hybrydą wirusa ludzkiej, świńskiej oraz ptasiej grypy.

czerwiec_09_cW ciągu kilku miesięcy wirus rozprzestrzenił się w Stanach Zjednoczonych. Próbki krwi pobrane od 4,3 tys. świń w 23 stanach wykazały, że ponad 20 proc. próbek jest pozytywnych. Zdaniem European Centre for Disease Prevention and Control to właśnie z tej bazy wywodzi się trzy czwarte materiału genetycznego obecnie zagrażającego ludzkości wirusa świńskiej grypy. Właściwie nie ma wątpliwości co do zbieżności faktów, że wirus objawił się w Karolinie Północnej, stanie o największej produkcji trzody chlewnej w USA. Stan ten posiada największe pogłowie świń w Ameryce Północnej i chwali się dwa razy większą ilością mega-fabryk trzody chlewnej niż w jakimkolwiek innym stanie. W 1998 r. populacja świń w tym stanie osiągnęła poziom 10 milionów, jeszcze sześć lat wcześniej sięgała 2 mln. Tymczasem ilość farm spadła z 15 tys. w 1986 r. do 3,6 tys. w roku 2000. Jak zatem pięć razy więcej zwierząt wyhodowano w prawie pięć razy mniejszej ilości farm? Przez stłoczenie około 25 razy więcej świń w każdym z obiektów. Jeszcze na początku lat osiemdziesiątych 85 proc. północnokarolińskich farm miało obsadę mniej niż 100 zwierząt. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych było to już 1000 zwierząt. Rozprzestrzenienie się chorób takich jak świńska grypa było zatem tylko kwestią czasu, i nie ma wątpliwości, że winne obecnej sytuacji jest przeładowanie na farmach trzody chlewnej.

Północna Karolina jest także jednym z największych narodowych producentów drobiu, ubijając niemal trzy czwarte z miliarda kurczaków i hodując kury dostarczające prawie 3 miliardy jaj rocznie.

Długodystansowy transport

Począwszy od wczesnych lat 90. przemysł trzody chlewnej zrestrukturyzował się w dochodową masową produkcję. Obecnie większość z farm hodujących świnie posiada ponad 5 tys. zwierząt każda. Patolodzy podkreślają, że w grupie 5 tys. zwierząt pojawiający się nowy wirus będzie miał znacznie więcej możliwości replikacji i mutacji oraz rozprzestrzeniania się, niż na małych farmach liczących po 100 zwierząt.

Dr Robert Webster, jeden z wiodących światowych ekspertów zajmujących się ewolucją wirusa grypy, obwinia za pojawienie się wirusa z 1998 r. rozwój intensywnej hodowli świń w USA, zwiększający pogłowie trzody chlewnej i drobiu, przy zachowaniu dotychczasowych niezdrowych warunków hodowli.

Kiedy nowy wirus pojawił się w 1998 r. długodystansowe transporty żywych zwierząt przyczyniły się do nagłego rozprzestrzenienia się go w całym kraju. W USA praktyką jest przewożenie zwierząt z jednego krańca wybrzeża na drugi. Mogą być hodowane w Północnej Karolinie, tuczone w Iowa, a ubijane w Kalifornii. Choć to może redukować krótkoterminowo koszty produkcji wieprzowiny, jednak wysoko zaraźliwe z natury choroby, jak grypa (być może nawet bardziej infekcyjna ze względu na stres wynikający z transportu), powinny być rozpatrywane jako prawdziwy koszt długich transportów żywych zwierząt po kraju.

Recepta na katastrofę 

Skoro grypa świńska jest blisko skorelowana z gęstością obsady na fermach, sytuacja na europejskich fermach powinna zostać poważnie przeanalizowana. Europejska nagła intensyfikacja produkcji została określona w miesięczniku Science jako „recepta na katastrofę”. Dyrekcja ds. Rolnictwa Komisji Europejskiej ostrzega, że koncentracja produkcji zwiększa ryzyko epidemii chorób. Obawy dotyczące epidemii są tym większe, że Dania osiągnęła obecnie maksymalny poziom obsady trzody chlewnej na farmę oraz totalnej liczby świń dozwolonej w hodowli w tym pastwie. Tymczasem takie limity nie istnieją w Stanach Zjednoczonych czy Meksyku.

czerwiec_09_aOpinia publiczna była ostrzegana o ryzyku, jakie stanowią fermy hodowlane od lat. W 1990 r., z powodu ogromnej koncentracji, w USA chorobą zarażone było już co piąte zwierzę. Wówczas alarm został zignorowany – nie podjęto żadnych środków zapobiegawczych, a przemysłowe metody hodowli rozwinięto jeszcze bardziej. Ponad 5 lat temu, w roku 2003, American Public Health Association, największe i najstarsze stowarzyszenie profesjonalistów zajmujących się zdrowiem publicznym na świecie, wezwało do ogłoszenia moratorium na tego typu zakłady produkcyjne. Przez lata podkreślano, że ze względu na dużą ilość zwierząt przetrzymywanych na małej powierzchni w typowym zakładzie produkcji zwierzęcej, pojawia się wiele okazji do zarażania między osobnikami różnymi odmianami patogenów, prowadząc do zwiększenia ryzyka, że odmiany te mogą zainfekować, a następnie rozprzestrzeniać się wśród ludzi. Praktyki uniemożliwiające swobodne poruszanie się zwierząt, na przykład ograniczanie ruchu ciężarnych loch, i złe warunki higieniczne powodują dodatkowo wysoki poziom stresu oraz zagrożenie zdrowia zwiarząt, co w konsekwencji może się odbić na zdrowiu ludzi.

Świat wskazuje palcem na Smithfield Foods 

Mieszkańcy La Gloria w stanie Veracruz w południowo-wschodnim Meksyku są przekonani, że wirus pojawił się z sąsiedztwa – wielkiej farmy hodowlanej tuczników należącej do amerykańskiego koncernu Smithfield Foods. Amerykanie w oficjalnym oświadczeniu zaprzeczyli oskarżeniom. Kontrolerzy nie wykryli „żadnych śladów skażenia” na terenie farmy, nie stwierdzono także, aby zarażony był ktoś z pracowników. W Meksyku działa wiele farm hodujących trzodę chlewną zarządzanych przez tę amerykańską firmę lub podmioty od niej zależne. Jeśli konsumenci uwierzyliby w winę Amerykanów, groziłoby to znacznym spadkiem sprzedaży wieprzowiny przez Smithfield Foods, który jest największym hodowcą świń na świecie.

Także największe gazety brytyjskie: The Times, Independent i Guardian powiązały wybuch światowej pandemi grypy z działalnością obecnego również w Polsce koncernu Smithfield Foods. Koncern prowadzi gigantyczne fermy i zakłady mięsne w wielu krajach świata, w Polsce są to Animex i Morliny. Smithfield Foods był wielokrotnie krytykowany przez organizacje ekologiczne za fatalne warunki zdrowotne, w jakich przetrzymywane są zwierzęta i ogromne zanieczyszczenie środowiska w okolicach farm przez odchody zwierząt.

„Smithfield Foods. Niemal niezauważony przez resztę kontynentu, ten gigant agrobiznesu przeniósł się do Europy Wschodniej z siłą przemysłowej maszyny, lokując tu sieć ferm, gdzie świnie hoduje się w błyskawicznym tempie, ubija i wykorzystuje nawet najmniejszy kawałek ich mięsa do wypychania kiełbas. Erupcja nowych stref hodowli świń w Polsce i Rumunii, które są dwoma największymi krajami członkowskimi UE w Europie Wschodniej, zaliczane jest do największych transformacji w rolnictwie na całym Kontynencie Europejskim.” – napisali Doreen Carvajal i Stephen Castle w New York Times. „Smithfield potrzebował mniej niż pięć lat, aby zwerbować polityków w Polsce i Rumunii, podłączyć się do ogromnych dopłat rolnych z Unii Europejskiej, odeprzeć protesty społeczności lokalnych i stworzyć konglomerat wytwórni pasz, rzeźni i chlewni na tysiące świń”. Nota bene unijnych dotacji przeznaczonych na wspieranie nowoczesnego rolnictwa działającego z troską o środowisko...

Robert Wallace, profesor geografii na Uniwersytecie Minesota mówi, że globalny wzrost Smithfielda jest częścią szerszej „rewolucji w hodowli żywego inwentarza, która stworzyła metropolie świń i kurczaków” w krajach biedniejszych, gdzie są niedopracowane przepisy prawne i „cenę płacą rolnicy indywidualni”. Według Krajowej Izby Rolniczej liczba hodowców świń w Polsce spadła z 1,1 milionów w 1996 roku o 56 proc. do roku 2008.

W związku z masową koncentracją zwierząt na farmach, nowe wirusy świńskiej grypy wydają się być ewolucyjnym znakiem, że możliwe jest przełamanie barier gatunkowych i przeskakiwanie chorób pomiędzy gatunkami na niespotykaną skalę. To zagrożenie rzuca światło na liczącą 65 mln osobników populację świń w USA, która stanowi teraz rezerwuar wirusów z potencjałem pandemicznym. 

opr. Monika Romańska
zdjęcia: MorgueFile

Chorują ludzie, cierpią zwierzęta

29 kwietnia świat obiegła informacja, że władze Egiptu zarządziły zabicie ponad 300 tysięcy świń – jako „ochronę” tego kraju przed świńską grypą. Dantejskie sceny okrutnie zarzynanych zwierząt skłaniają do zastanowienia się nad tym, czy nie próbujemy – po raz kolejny – zrobić ze zwierząt kozłów ofiarnych po to, aby ukryć własne przewinienia.

BSE, zwana potocznie chorobą wściekłych krów, rozprzestrzeniła się z powodu pazerności rolników, którzy zmuszali krowy do kanibalizmu, karmiąc je zmielonymi kośćmi innych krów. Na ptasią grypę chorowały całe stada, ponieważ zwierzęta żyły w ogromnym tłoku, obniżającym odporność w stresie oraz w skandalicznych z punktu widzenia higieny warunkach.

Przeprowadzone w 2007 roku w Wielkiej Brytanii badania dowiodły, że wykorzystywanie antybiotyków w hodowli zwierząt (hodowla świń jest jednym z większych odbiorców) było głównym powodem powstania bakterii odpornych na antybiotyki. Konsekwencją tej sytuacji było zwiększenie złośliwości salmonelli, campylobacter oraz E. coli.

W 2001 roku, w trakcie epidemii pryszczycy, w celu opanowania choroby w Wielkiej Brytanii dokonano masowej rzezi zwierząt. W trakcie strachu przed ptasią grypą i chorobą wściekłych krów zwierzęta palono i zakopywano żywcem, zapominając o wzniosłych hasłach humanitaryzmu. Wszystkie te działania spowodowane były strachem i były zarówno okrutne, jak i nieracjonalne i nieprzemyślane.

Nie możemy pozwolić na to, aby nieracjonalny strach wziął górę nad racjonalnym myśleniem. Paniczne i okrutne reakcje na wyolbrzymiany przez media rozmiar epidemii nie pomogą w jej opanowaniu. W takich sytuacjach należy myśleć przyszłościowo.

Wielkoprzemysłowy chów zwierząt okazał się być „sprawcą” wielu groźnych chorób, zarówno u zwierząt, jak i ludzi. Unikanie podobnych sytuacji w przyszłości nie będzie możliwe, jeśli nadal będziemy uważać intensywną hodowlę zwierząt za źródło pożywienia.


Fundacja Viva!
Akcja Dla Zwierząt