Home Teksty Archiwum Prenumerata O nas Kontakt Linki English

Następny Poprzedni

           prof. Zdzisława Piątek

         Kontrowersje wokół globalnego ocieplenia         

Przedmiotem moich rozważań będzie próba ustosunkowania się do sprzecznych poglądów na naturę zmian klimatycznych oraz na rolę gatunku ludzkiego w przyspieszeniu lub hamowaniu tempa tych zmian. Spróbuję także odpowiedzieć na pytanie: Czy „społeczeństwo opętane ekologią” stanowi zagrożenie ludzkiej wolności?

Sądzę, że teorie dotyczące zjawisk globalnych, takich jak dziura ozonowa czy efekt cieplarniany, są przedmiotem licznych kontrowersji dlatego, że jest niezwykle trudno ustalić z całkowitą pewnością co stanowi ich przyczyny. Wiadomo bowiem, że tego typu złożone zjawiska są uwarunkowane przez niezwykle skomplikowany splot różnorodnych i współzależnych czynników, trudnych do jednoznacznego określenia. Dlatego sporne jest zarówno oszacowanie wielkości tych zagrożeń, jak i rozstrzygnięcie sporów o to, czy są one wynikiem obiektywnych procesów zachodzących w przyrodzie bez udziału człowieka, czy też są niezamierzonym, ubocznym skutkiem intensywnej eksploatacji przyrody przez gatunek ludzki. Na tę zasadniczą trudność, wynikającą z samej natury rozważanych zjawisk, nakładają się trudności subiektywne. Wynikają one zarówno ze skłonności ludzkiego umysłu do myślenia dysjunktywnego, jak i ze skłonności do wyjaśniania złożonych zjawisk za pomocą prostych zasad i pojedynczych przyczyn. I tak np. dobrze rozpoznany fakt, że zmiany klimatyczne występowały przed pojawieniem się gatunku ludzkiego jest wykorzystywany jako argument przeciwko inicjatywom, które mają na celu redukcję przyspieszonej emisji gazów cieplarnianych powstających w wyniku spalania paliw kopalnych. Wskazując na cykliczne zmiany temperatury w historii ziemskiego globu, oponenci konwencji klimatycznej zaniedbują wpływ czynników antropogennych, sugerując jakoby występowanie cyklicznych zmian klimatu przed pojawieniem się gatunku ludzkiego wykluczało wpływ działalności człowieka na zwiększanie efektu cieplarnianego.

czerwiec_10_1a
Gdyby obserwowane zmiany klimatyczne były spowodowane jedynie działaniem czynników obiektywnych, takich jak zmieniająca się aktywność Słońca, czy nachylenie osi Ziemi względem niego, to ludzkie inicjatywy zmierzające do przeciwdziałania globalnemu ociepleniu byłyby równie beznadziejne, jak przeciwdziałania zaćmieniom księżyca. Natomiast wówczas, kiedy narastanie efektu cieplarnianego jest także wynikiem zwiększania zawartości gazów cieplarnianych pompowanych do atmosfery w efekcie szybkiego rozwoju cywilizacji przemysłowej, to działania zmierzające do redukcji tych gazów należy traktować jako moralny obowiązek istot rozumnych, które świadome rozpoznanych zagrożeń, mogą i chcą im przeciwdziałać w celu uniknięcia samozagłady. Ponieważ oba sposoby rozumienia przyczyn efektu cieplarnianego mają swoich zwolenników, to spróbuję naszkicować i ocenić argumenty obu stron. Jednakże po to, żeby porównać te dwie przeciwstawne postawy w stosunku do zmian klimatycznych przyjmę dwa nadrzędne twierdzenia natury metodologicznej. Pierwsze z nich wskazuje na to, że problem zahamowania degradacji naturalnego środowiska i narastania efektu cieplarnianego wymaga mobilizacji ludzkich działań w skali globalnej, a drugie, wymaga uświadomienia sobie także i tego, że ludzie nigdy dotąd nie pracowali wspólnie (w skali globalnej) nad rozwiązaniem jakiegokolwiek trudnego zadania. Tego się trzeba nauczyć. 

Szczyty Ziemi w Sztokholmie, w Rio de Janeiro oraz w Johannesburgu, czy także ostatni szczyt klimatyczny w Kopenhadze, to są bardzo trudne lekcje globalnego współdziałania. Dlatego niezależnie od tego, że na spotkaniu w Kopenhadze nie udało się podpisać nowego traktatu klimatycznego, to sukcesem jest już sam fakt, iż Szczyt zgromadził i zmobilizował tysiące ludzi z całego świata, którzy dostrzegają zagrożenia biosfery spowodowane gwałtownym przyspieszeniem rozwoju cywilizacji przemysłowej. Mimo że dostrzegają je zarówno państwa małe, jak i duże, zarówno kraje rozwinięte, jak i rozwijające się, to jednak mając na względzie egoistyczne interesy narodowe spierają się o sposoby działania, które powinny być zastosowane w celu ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. I mimo że dobrowolne deklaracje poszczególnych krajów dotyczące limitów emisji tych gazów są niewystarczające, o czym przekonująco pisała Marta Śmigrowska w styczniowym numerze „Eko i My”, to jednak stanowią one początek rzeczywistego zaangażowania uczestników Szczytu w ochronę klimatu i otwierają drzwi do kolejnych negocjacji, a to znaczy, że problemy ekologiczne na stałe wkroczyły do polityki i być może w niedalekiej przyszłości nauczymy się działać (w skali globalnej) dla dobra wspólnego.

Działania zmierzające do redukcji gazów cieplarnianych należy traktować jako moralny obowiązek istot rozumnych, które świadome rozpoznanych zagrożeń, mogą i chcą im przeciwdziałać w celu uniknięcia samozagłady.
Sądzę, że jedną z wielu przyczyn obserwowanych kontrowersji i chęci do unikania zobowiązań przez negocjatorów są różnice w postrzeganiu i ocenie zagrożeń wynikających z narastania efektu cieplarnianego. Zwolennicy nieskrępowanego wykorzystywania środowiska dla ludzkiego dobra, których dla uproszczenia będę nazywała obozem Vaclava Klausa, zwracają uwagę na znaczne finansowe koszty redukcji gazów cieplarnianych, które ograniczają możliwości wzrostu gospodarczego i zakłócają funkcjonowanie wolnego rynku. Twierdzą oni, że ogromne teraźniejsze wyrzeczenia wynikające zarówno z konwencji klimatycznej, jak i z konwencji o ochronie bioróżnorodności, mogą mieć znikome pozytywne skutki dla przyszłych pokoleń, gdyż mogą zostać zniwelowane przez zmiany dokonujące się niezależnie od działalności człowieka. Przeceniamy przyszłe efekty zmian dokonywanych obecnie – argumentuje Vaclav Klaus, używając pojęcia „dyskontu”, w kontrowersyjnej książeczce „Błękitna planeta w zielonych okowach. Co jest zagrożone: klimat czy wolność?”.

Natomiast zwolennicy obozu Al Gore’a, wyrażający tendencje przeciwstawne, twierdzą, że należy opracować zrównoważony system eksploatacji zasobów naturalnego środowiska, zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych i realizować zrównoważony model cywilizacji globalnej, w którym zasada ochrony naturalnego środowiska i jego zasobów byłaby podstawową zasadą organizacyjną. Do obozu Al Gore’a zaliczam zwolenników szeroko rozumianej ochrony środowiska, którzy nie tylko domagają się działania na rzecz zahamowania globalnego ocieplenia poprzez redukcję gazów cieplarnianych, ale także zahamowania procesów doraźnego rabowania środowiska, polegających na nadmiernej eksploatacji oceanów, wycinaniu lasów oraz zabieraniu pod uprawy rolne i pod zabudowę cennych obszarów przyrodniczych. Zwracają oni uwagę na to, że wysoce zmechanizowana cywilizacja zachodnia, dzięki której zniknęły naturalne ograniczenia hamujące szybki przyrost liczebności ludzkiej populacji, stała się wielkim zagrożeniem dla zrównoważonego funkcjonowania ziemskiej biosfery. Wiele wskazuje na to, że intensywna eksploatacja przyrody przez człowieka przyczynia się do naruszenia fundamentalnych mechanizmów homeostatycznych regulujących stabilność klimatu, choćby takich, które w swoich książkach analizuje James Lovelock.  

Dane szacunkowe przytaczane w licznych opracowaniach na temat kryzysu środowiskowego wskazują, że 10 tysięcy lat temu ludzka populacja liczyła mniej więcej 10 milionów ludzi, podczas gdy obecnie żyje na Ziemi 6 miliardów, a w połowie XXI wieku liczba mieszkańców Ziemi ma wzrosnąć do ponad 10 miliardów. Dlatego wielu obserwatorów zmian zachodzących w biosferze stwierdza, że „...Gatunek ludzki wyrządza ogromne szkody innym gatunkom, ekosystemom, glebom, wodom i atmosferze... doprowadziliśmy do wielkiego wymierania gatunków” (Eldredge, „Życie na krawędzi”, s.141/42). Gatunki znikają, bo pod wpływem antropopresji w zastraszającym tempie znikają ich siedliska. Eldredge, powołując się na Edwarda Osborna Wilsona, podaje, że obecnie w ciągu roku znika z powierzchni Ziemi 27 tysięcy gatunków, a to znaczy, że w pogoni za doraźnym zyskiem ludzie odzierają świat z jego naturalnego piękna. 

czerwiec_10_1b
Gatunek ludzki wyposażony w nowe możliwości podboju świata za pośrednictwem mechanizmów ewolucji kulturowej w niezwykle szybkim tempie zmienia oblicze Ziemi. To prawda, że globalna temperatura na Ziemi ociepla się od czasu kiedy zakończyła się ostatnia epoka lodowcowa, czyli od około 12 tysięcy lat. Jednakże na ów proces ocieplania klimatu, który nie zależy od działalności człowieka, nakładają się zmiany klimatu spowodowane wzrastającą ilością spalania paliw kopalnych w procesach intensywnej działalności gospodarczej. Jak powszechnie wiadomo, ubocznym skutkiem rewolucji przemysłowej jest wzrost ilości gazów cieplarnianych w atmosferze, takich jak np. dwutlenek węgla i metan. Są to gazy, które przechwytują energię promieniowania słonecznego i przez to dodatkowo przyczyniają się do globalnego wzrostu temperatury. Ponadto niszczenie warstwy ozonowej przez freony zwiększa natężenie promieniowania UV i także wywiera negatywny wpływ na organizmy żywe. Jeżeli do tego dodamy wzrost kwasowości wód oraz inne źródła zanieczyszczenia wód i gleby przez stosowanie różnorodnych pestycydów używanych w nowoczesnym rolnictwie, a także w celu niszczenia owadów na terenach zagospodarowanych turystycznie (np. do likwidacji komarów i meszek), i jeszcze dodatkowo skażenie środowiska przez katastrofy coraz to większych tankowców, to twierdzenie zwolenników ochrony przyrody, iż ludzie rzeczywiście są w stanie zmienić funkcjonowanie globalnego systemu ziemskiego życia nie jest wyrazem sztucznie wywołanej paniki, lecz rozpoznaniem faktycznego zagrożenia. 

Tak więc mamy obecnie dwie przeciwstawne tendencje dotyczące zalecanych strategii działania wobec licznych przejawów kryzysu środowiskowego oraz związanego z nim narastającego efektu cieplarnianego. Obóz Al Gore’a – do którego należą zarówno działacze Greenpeace, jak i wielu przedstawicieli różnych dyscyplin naukowych – zabiega o realizację pięciu celów strategicznych zmierzających do przeciwdziałania destrukcji naturalnego środowiska przez gatunek ludzki. Są to:
• Stabilizacja liczby ludności świata na obecnym poziomie, czyli reprodukcja prosta sprzężona z niską liczbą urodzeń i niskim procentem śmiertelności niemowląt oraz z wysokim wskaźnikiem wykształcenia zmierzającym do likwidacji analfabetyzmu. Realizacja tego celu mogłaby zostać osiągnięta zgodnie ze standardami określonymi w drugim raporcie dla Klubu Rzymskiego „Uczyć się bez granic. Jak zewrzeć 'lukę ludzką'?”;
• Rozwój technologii przyjaznych dla środowiska, zwłaszcza w dziedzinie produkcji energii, transportu, rolnictwa i budownictwa;
• Uwzględnianie w kosztach działalności gospodarczej wartości ekologicznych, czyli zerwanie z przekonaniem, że przyrodnicze zasoby surowcowe są niewyczerpalne i nic nie kosztują;
• Nowe porozumienia międzynarodowe określające nowy pakt człowieka z przyrodą w sprawie eksploatacji środowiska. Istotą tego paktu ma być zerwanie z równie zgubnym przekonaniem, że zasoby surowcowe i przestrzeń życiowa są tylko do dyspozycji gatunku ludzkiego. Są one bowiem do dyspozycji wszystkich innych gatunków, z którymi współistniejemy w biosferze. Al Gore w znanej książce „Ziemia na krawędzi”, wskazuje na pilną potrzebę ochrony Antarktydy przed wydobywaniem ropy naftowej i węgla kamiennego oraz innych cennych surowców znajdujących się na tym kontynencie. Chodziłoby o przedłużenie obowiązywania Układu Antarktycznego zawartego w Madrycie w roku 1991, i zawierającego pięćdziesięcioletnie moratorium na pozyskiwanie bogactw naturalnych na tym jedynym bezludnym kontynencie. To samo dotyczy ochrony lasów tropikalnych i bioróżnorodności, która stanowi o ewolucyjnym potencjale ziemskiego życia, a także – jak zauważył Aldo Leopold, jest źródłem piękna i stabilności naturalnych ekosystemów;
• Wspólne plany edukacji ekologicznej dla całego świata zawierające promowanie nowego sposobu myślenia o związkach zachodzących pomiędzy ludzką cywilizacją a środowiskiem. Edukacja miałaby być realizowana w zrównoważonych społeczeństwach zorganizowanych na zasadzie sprawiedliwości społecznej.

Podobną strategię naprawczą proponuje Niles Eldredge w znakomitej książce „Życie na krawędzi. Rozwój cywilizacji i zagłada gatunków”. Rozważając konieczność zahamowania tempa wzrostu liczebności ludzkiej populacji, Eldredge zwraca uwagę na to, że powinniśmy to uczynić zanim eksplozja populacyjna zostanie zahamowana przez siły, nad którymi nie panujemy. Dostrzega on także, że wzrost gospodarczy może ułatwić rozwiązanie problemów demograficznych, gdyż praca zawodowa kobiet połączona ze wzrostem edukacji prowadzi do spadku rozrodczości. Ponadto Eldredge postuluje pogodzenie ludzkich potrzeb ekonomicznych i wzrostu gospodarczego z działaniami na rzecz ochrony naturalnych ekosystemów. Czyni to twierdząc, że należy uświadomić mieszkańcom cennych rezerwatów przyrody, że piękno i bogactwo środowiska, w którym żyją może być źródłem dochodów czerpanych z ekoturystyki, a więc, że powinni je chronić także ze względu na własny interes, czyli dlatego, że dobro tych ekosystemów jest zbieżne z ich dobrem.

czerwiec_10_1c
Natomiast zwolennicy drugiego nurtu, który na potrzeby niniejszych rozważań nazwałam obozem Vaclava Klausa, twierdzą, że kryzys środowiskowy nie istnieje, a własność prywatna, wolny rynek i demokracja rozwiążą wszystkie problemy współczesnego świata. Twierdzą oni, że podstawową wartością w budowaniu i funkcjonowaniu ludzkiego świata jest nieskrępowana wolność człowieka, przejawiająca się w swobodnym wykorzystywaniu przestrzeni życiowej i zasobów naturalnego środowiska. Powołując się na F. von Hayecka, Klaus twierdzi, że zasoby bogactw naturalnych zwiększają się wraz z naszymi zasobami wiedzy. Znany angielski filozof miał zapewne na myśli fakt, że wraz z postępem wiedzy doskonalą się techniki wydobywcze surowców, a nie zwiększanie się ich zasobów. Twierdzenie Hayecka obrazuje mit naukowej wszechmocy zrodzony w epoce rewolucji przemysłowej, kiedy to sądzono, że nawet wtedy, kiedy wyczerpiemy naturalne zasoby surowcowe, to dzięki wiedzy i postępowi technicznemu uda się wynaleźć ich bezpieczne substytuty. Klaus przekonuje, że niczym nieskrępowany rozwój cywilizacji technicznej należy pozostawić samej sobie, gdyż najcenniejszym i najlepszym środowiskiem dla człowieka jest środowisko wolności. W podsumowaniu swojej propagandowej książeczki „Błękitna planeta w zielonych okowach”, zatytułowanym „Co więc mamy robić?” postuluje żeby: „zamiast o środowisko naturalne starajmy się o wolność, nie stawiajmy jakichkolwiek zmian klimatu przed zasadniczymi kwestiami wolności i demokracji, zamiast narzuconego organizowania ludzi z góry, pozwólmy każdemu żyć po swojemu”. Klaus wprawdzie zastrzega, że jego negatywna ocena inicjatyw zgłaszanych przez zwolenników ochrony przyrody zwanych „environmentalistami” nie dotyczy racjonalnego podejścia do ochrony środowiska, ale niestety nie wyjaśnia na czym ta racjonalna ochrona miałaby polegać i jak można by ją zrealizować bez ograniczenia ludzkiej wolności, która jest przez niego rozumiana jako samowola. Jest to zasadnicze pytanie i zarazem zastrzeżenie kierowane pod adresem propozycji Klausa oraz tych wszystkich, którzy myślą podobnie. Czytając Klausa odnosi się wrażenie, że są jacyś źli „environmentaliści”, którzy kosztem ograniczenia ludzkich swobód chcą zmienić zachowanie człowieka wobec środowiska. I chcą to uczynić poprzez radykalne zmiany ludzkich potrzeb oraz dotychczasowych systemów wartości, a obok nich jest jakaś dobra i racjonalna ochrona środowiska, wolna od takich ograniczeń, słowem cud!

Problem zahamowania degradacji naturalnego środowiska i narastania efektu cieplarnianego wymaga mobilizacji ludzkich działań
w skali globalnej, wymaga uświadomienia sobie także
i tego, że ludzie nigdy dotąd nie pracowali wspólnie nad rozwiązaniem tak trudnego zadania.
Przy tym warto zauważyć, że postulowana przez Klausa racjonalna koncepcja ochrony przyrody jest skrajnie antropocentryczna. Rozważając wartość (cenność) naturalnego środowiska twierdzi on, że możemy rozważać jego wartość jedynie ze względu na człowieka, bo inny oceniający nie istnieje i istnieć nie może, a podstawowa wartość przedmiotów, w tym wartość zasobów naturalnych, to ich wartość rynkowa. Dopiero po przeczytaniu czwartego rozdziału we wspomnianej książeczce Klausa, zrozumiałam dlaczego w XIX wieku, w dobie zaawansowanych podbojów kolonialnych, żywe laboratoria przyrody zostały splądrowane dla zbytku i dla doraźnych korzyści. Stało się tak dlatego, że na światowym rynku pojawił się popyt na egzotyczne zwierzęta oraz na niewolników wykorzystywanych na plantacjach bawełny i trzciny cukrowej. Ponieważ – jak twierdzi Klaus – podstawowa wartość przedmiotów, to jest ich wartość rynkowa, wobec tego czysto instrumentalne wykorzystywanie przyrody nie napotykało na żadne ograniczenia. Drastyczne przypadki rabowania naturalnych zasobów surowcowych na terenach kolonizowanych oraz eksterminacja rodzimych mieszkańców tych ziem były postrzegane jako przejaw samorealizacji kolonizatorów, jako widomy wskaźnik ich przedsiębiorczości i wolności. Jak podaje Jean Dorst w bulwersującym opracowaniu „Zanim zginie przyroda”, wiele endemicznych gatunków uległo zagładzie ze względu na ich wartość rynkową. „Dziesiątki tysięcy piór ptasich napłynęło wówczas na rynek europejski, zwłaszcza do Paryża i Londynu... Można było osłupieć na widok setek tysięcy najrozmaitszych skór ptasich zapakowanych w skrzynkach przed ich ostateczną przemianą w zbytki elegancji. Znajdowały się tam niezliczone ilości kolibrów, metalicznie połyskujących kosów, afrykańskich kukułek, rajskich ptaków, papug, a nawet ptaków o upierzeniu nieefektownym, nie mogących, wydawałoby się, zainteresować żadnego projektanta mody.” (J. Dorst, „Zanim zginie przyroda”, s. 83). Dorst zwraca także uwagę na to, że wprawdzie endemiczni mieszkańcy kolonizowanych terenów również zabijali egzotyczne zwierzęta, zarówno ze względów konsumpcyjnych, jak i dla celów rytualnych i ozdobnych, ale intensywność tych polowań nie naruszała zdolności regeneracyjnej środowiska. Dopiero powstanie wolnego rynku i handel piórami doprowadziły do całkowitego wytępienia wielu gatunków ptaków. Na szczególnie złą sławę zapracowali sobie Japończycy, którzy – jak podaje Dorst, wykorzystywali ptactwo w sposób przemysłowy, polując nie tylko we własnym kraju i na sąsiednich wyspach, ale także na terytoriach bardzo odległych. Organizowali bowiem ekspedycje niemal na wszystkie wyspy na Pacyfiku. Handel ptasimi piórami zanikł dopiero po drugiej wojnie światowej. Czytając tego typu sprawozdania można sobie uświadomić jak ogromny postęp dokonał się w ostatnich dziesięcioleciach w dziedzinie ochrony przyrody i nie nastąpił on z przyczyn niezależnych od człowieka, lecz dzięki świadomym ludzkim działaniom, z inicjatywy mądrych ludzi, którzy ludzkiej wolności nie utożsamiają z samowolą.

czerwiec_10_1d
Podsumowując moje rozważania na temat globalnego ocieplenia pragnę zwrócić uwagę na to, że obecnie w światowej polityce klimatycznej występują zarówno tendencje sprzyjające działaniom na rzecz ochrony naturalnego środowiska i redukcji gazów cieplarnianych emitowanych do atmosfery w wyniku intensywnej działalności gospodarczej, jak i tendencje przeciwstawne nawołujące do ich zaniechania, w imię nieskrępowanego rozwoju gospodarczego, który stanowi jeden z przejawów pełnej realizacji ludzkiej wolności. Jest rzeczą oczywistą, że ochrona naturalnego środowiska wymaga wyrzeczeń ze strony obecnie żyjących ludzi, a zwłaszcza zmiany dotychczasowych hierarchii wartości i konsumpcyjnego nastawienia. O tym czy te zmiany nastąpią i jak będzie wyglądał nowy pakt gatunku ludzkiego z przyrodą zadecyduje to, która z wyżej naszkicowanych tendencji zwycięży. Faktem jest, że obecnie obserwujemy lawinowy przyrost zwolenników obozu Al Gore’a. To z ich inicjatywy na naszych oczach dokonują się rzeczywiste przemiany w ludzkich stosunkach z przyrodą, które owocują licznymi konwencjami dotyczącymi zakazu handlu zwierzętami egzotycznymi, ochrony bioróżnorodności, ograniczeniem stosowania freonów, tworzeniem cennych rezerwatów przyrody, czy żądaniami przestrzegania limitów połowowych i wiele innych inicjatyw mających na względzie ochronę środowiska, zarówno o zasięgu lokalnym, jak i międzynarodowym. Zwiększa się środowiskowa mądrość, przejawiająca się w powstaniu sumienia ekologicznego. Sumienia, którego podstawowym imperatywem jest nakaz działania zgodnie z przekonaniem, że zasoby Ziemi nie są tylko do dyspozycji człowieka. Coraz większe rzesze ludzi rozumieją, że „zielone okowy”, to są życiodajne okowy, a „społeczeństwo opętane ekologią”, jak Vaclav Klaus nazywa społeczeństwo realizujące postulaty ochrony przyrody zaproponowane przez Al Gore’a i jego zwolenników, nie stanowi zagrożenia dla ludzkiej wolności, o ile wolność rozumiemy w duchu Spinozy, czyli jako wolność ograniczoną zasadami, które rozumny człowiek sam sobie nakłada. Tak rozumiana wolność nie może być samowolą, a jej przeciwieństwem jest przymus, a nie brak jakichkolwiek ograniczeń, choćby takich, jakie wynikają z przyznania naturalnym ekosystemom wartości nieinstrumentalnych, czyli wartości per se. Tak więc przyszłość ludzkiego świata „jest w naszych rękach”, jak pisał twórca Klubu Rzymskiego Aurelio Peccei, którego zaliczam do obozu Al Gore’a.

Wszystko co w zaistniałej sytuacji może zrobić uczciwy człowiek, wrażliwy zarówno na dobro przyszłych pokoleń, jak i pozaludzkich istot żywych, to podjęcie działań, które przyczyniają się do pogłębiania świadomości proekologicznej jak największej liczby ludzi, co też czynią zarówno autorzy, jak i czytelnicy czasopisma „Eko i My”.


    tekst: prof. Zdzisława Piątek
zdjęcia: Maciej Gibczyński, Monika Romańska
Literatura do wglądu w Redakcji.