Home Teksty Archiwum Prenumerata O nas Kontakt Linki English

Następny Poprzedni

           Paweł Zawadzki

         Życie w mieście z zielenią w tle         

W ubiegłym roku Oficyna Wydawnicza Politechniki Warszawskiej wydała książkę Joanny Giecewicz „Konserwatywna awangarda. Wiedeńska polityka mieszkaniowa 1920-2005”. W książce tej znalazłem sporo informacji nieco szokujących. Władze Wiednia od 1920 r. uznały mieszkanie za prawo – a nie za towar – i dziś nie ma tam spekulacji gruntami i mieszkaniami, koszt budowy 1 m2 powierzchni mieszkalnej w Wiedniu jest pięć razy niższy niż w Warszawie (!!!).

Wiedeń, jako jedno z nielicznych miast europejskich, nie zaakceptował amerykańskiego modelu miasta, dającego nadmiar przywilejów samochodom (kochajmy samochody – Le Corbusier też tak uważał), dając priorytet komunikacji publicznej. I zniżki w czynszu mieszkańcom osiedli, którzy deklarowali rezygnację z samochodu. Współczynnik demograficzny Wiednia jest 3 razy lepszy niż Warszawy – łatwiej o dziecko mając mieszkanie, niż kąt w kuchni u teściów. W tablicy współczynnika jakości życia (komfortu życia) w mieście pierwsze miejsce ma Zürich, czwarte – Wiedeń, Berlin – 16, Paryż i Londyn – 33 i 39, Warszawa – 86! (jaki sens teologiczny, filozoficzny miała ofiara całopalna miasta /Powstanie/ – jeśli ponad 50 lat po wojnie Warszawa ma 86. miejsce w tabeli jakości życia w mieście?). Wiedeń nie zna problemu braku mieszkań – w Polsce brakuje 3,7 mln mieszkań! (Czyżby należało poprosić ok. 4 mln Polaków o emigrację – by zostawili puste mieszkania? Miało być 3 mln mieszkań, są mieszkania po 3 mln).

lipiec_10_2a
Książkę Joanny Giecewicz polecam ekologom – gdyż problem jakości życia w mieście jest niedoceniany. A głównym składnikiem tego problemu jest ilość drzew w mieście i zieleń miejska, stawy, fontanny, parki, ścieżki rowerowe, bulwary spacerowe. Proszę wspomnieć wizytę, pobyt w miejscowości uzdrowiskowej, takiej jak Szczawnica, Krynica, Ciechocinek – gdzie zieleń jest po prostu oczkiem w głowie rajców miasta, wiedzących, że zieleń leczy. Wspomnieć architekturę skandynawską, przyjazną Naturze... 

Fundamentalną i rewelacyjną pracą na ten temat jest wydana przez SGGW książka: Jeremi Królikowski, Anna Różańska, Jan Rylke, Janusz Skalski „Wartości krajobrazu kulturowego Warszawy na tle warunków przyrodniczych miasta”. Historia miasta poprzez żywioł powietrza, wody, ognia, ziemi, miasto jako żywy organizm, którego organiczną częścią była przyroda i jej żywioły. Drzewa i zieleń – nie jako „dodatek” do architektury – lecz jej życiodajny element! Według prof. Haliny B. Szczepanowskiej, dla zdrowia mieszkańca (jednego) miasta są potrzebne dwa dorosłe drzewa, produkujące tlen zużywany przez tegoż mieszkańca miasta. (a samochody? pożerające przecież tlen?). W jednym z amerykańskich opracowań naukowych informacja: nowojorscy taksówkarze nie mogą zostać krwiodawcami z uwagi na zbyt dużą ilość tlenku węgla we krwi! Czy przyszłością ludzkości mają być mutanty, dla których tlen jest zabójczy? Czy mamy, na wzór nowojorski, budować wieżowce, które czynią ulice miasta modelem komory gazowej?

Czy istnieją obliczenia – ile zieleni w mieście, ile „powierzchni biologicznie czynnej” (w Berlinie są to m.in. zielone dachy) potrzeba, by Kowalski, mieszkający w dużym mieście – był zdrowy? Kto policzy, ile zieleni zmniejsza wydatki na służbę zdrowia i leki?

lipiec_10_2b
Do tej pory architekci często traktowali drzewa w mieście jako dodatek do architektury, obowiązkowy i kłopotliwy. Może pora postawić pytanie o strukturę miasta – uwzględniającą obecność drzew i zieleni jako wymóg zdrowotności mieszkańców miasta. O kształt miasta, które istnieje w harmonii z otaczającą je przyrodą. Uzdrowiska, dbające o zieleń – leczyły; miasto mające dużą ilość „powierzchni biologicznie czynnej” ma mniejszy ślad ekologiczny i lepszy współczynnik „jakości życia w mieście”.  

W Warszawie, po artykule w obronie starych drzew, jego autor otrzymał kilka tysięcy listów od mieszkańców miasta, zaniepokojonych presją urbanistów na drzewa, ogrody działkowe (produkujące tlen!), kliny napowietrzające miasto, parki, zieleńce. Prof. Szczepanowska w swych książkach dziwi się, że do tej pory żaden polski polityk nie docenił wagi tego problemu, relacji między ilością zieleni a zdrowiem mieszkańców, komfortem ich życia w mieście.

Polecam lekturę książek – wyłania się z nich nieco inny, bardziej skomplikowany i wszechstronny obraz miasta. Idea miasta „służebnego” wobec ludzi, a nie będąca „pomnikiem” architekta (słynna Brasilia) lub ucieleśnieniem utopijnych idei (Auroville, Indie).

lipiec_10_2c
PS. Japoński botanik prof. Teruo Higa w latach 70. ze znanych w przyrodzie mikroorganizmów wyizolował grupę bakterii tlenowych i beztlenowych (do tej pory nauka sądziła, że ich współżycie jest niemożliwe) – nazwał je Efektywnymi Mikroorganizmami (EM). W Polsce od 2000 r. używają ich rolnicy ekologiczni zamiast nawozów sztucznych, oprysków (zob. www.emgreen.pl, www.fzz.pl, www.emeko.pl). W japońskim mieście Kani (a od 2007 r. w Londynie) wdrożono systemy według prof. Higi, polegające na tym, że mieszkańcy gromadzą osobno odpadki organiczne, które dzięki EM są kompostowane i tym kompostem jest „dożywiana” zieleń miejska. Osobnym, bardzo ważnym czynnikiem jest to, że EM oczyszczają glebę/ziemię z chemii, substancji ropopochodnych i zmieniają strukturę gleby ze zbitej na bardziej sypką – a więc EM likwidują trzy najważniejsze przyczyny, dla których drzewa w mieście żyją ok. 10 razy krócej niż na wolności (gleba zanieczyszczona chemią, ropą i bardzo zbita). Technologia EM tak zastosowana obniża koszty wywozu śmieci i ratuje drzewa i zieleń miejską (oglądałem film – dzikie wysypisko śmieci potraktowane EM bardzo zmniejszyło swoją objętość, koszt – 5 zł na tonę śmieci). EM likwidują też zapach zgnilizny (dają sobie radę z gnojowicą!!!) i nie mają nic wspólnego z GMO! W skład EM wchodzą mikroorganizmy istniejące od zawsze w przyrodzie – m.in. drożdże, kwas mlekowy, bakterie występujące przy kiszeniu kapusty, warzeniu piwa i fermentacji wina. EM wrzucone do szamba likwidują osady, zmieniając całą zawartość szamba na czystą wodę! (w książce prof. Higa opisuje bibliotekę w Gushikawie, która ma zamknięty obieg wody dzięki EM).

Ziemia w miastach nie bywa rekultywowana, oczyszczana z chemii, ropy, soli – trujących dla trawy i zieleni – więc może warto przyjrzeć się odkryciu japońskiego botanika?



    tekst: Paweł Zawadzki
zdjęcia: Monika Romańska
Fotografie zostały wykonane w Genewie i w Brukseli.


Lektury:

Joanna Giecewicz: Konserwatywna awangarda. Wiedeńska polityka mieszkaniowa 1920-2005, Warszawa 2008, www.wydawnictwopw.edu.pl
Halina Barbara Szczepanowska: Drzewa w mieście, Warszawa 2002, www.hortpress.com
Halina Barbara Szczepanowska: Wycena wartości drzew na terenach zurbanizowanych, Warszawa 2007, Instytut Mieszkalnictwa i Gospodarki Przestrzennej, www.igpim.pl
Jeremi Królikowski, Anna Różańska, Jan Rylke, Janusz Skalski: Wartości krajobrazu kulturowego Warszawy na tle warunków przyrodniczych miasta, Wyd. SGGW, Warszawa 2005
Teruo Higa: Rewolucja w ochronie naszej planety, Warszawa 2003, Wyd. Fundacja Rozwój SGGW